14 września 2014

Liga, która jednak się odradza

Niedawno pisaliśmy tutaj o tym, że Serie A to liga, która potrzebuje odrodzenia. Mimo że większość obserwatorów była raczej sceptycznie nastawiona do tego, że tak się stanie, to jednak dzisiejszy pojedynek Parmy z Milanem dobitnie pokazuje, że futbol z Półwyspu Apenińskiego wróci jeszcze na zwycięski tron.

Wydawało się, że któryś z meczów Arsenal - City, Barcelona - Athletic czy Derby Madrytu będzie hitem tego weekendu. Nic jednak bardziej mylnego. Meczem mijającego już niestety końca tygodnia był zdecydowanie pojedynek na Stadio Ennio Tardini. To, co wydarzyło się w niedzielny wieczór na północy Włoch tak naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie. Dziewięć goli, dwie czerwone kartki, samobój i kiks, a zarazem bramkarza - w tym spotkaniu mieliśmy tak naprawdę wszystko.

Po tym, jak na sam początek niedzieli Inter rozgromił 7:0 Sassuolo wszyscy myśleli też, że w drugiej kolejce Serie A nie zobaczymy już w jednym meczu więcej goli. Ci wszyscy jednak się znacznie mylili, bo w spotkaniu Parmy z Milanem zobaczyliśmy ich aż dziewięć. Oba te wyniki, a także porażka faworyzowanego Napoli z Chievo (i to u siebie!) dobitnie nam też pokazują, że włoskie Calcio z nudnej chamskiej piłki staje się po prostu strasznie widowiskowe. Nie wspominam już nawet przy tym o reprezentacji, która pod wodzą Antonio Conte z pewnością również będzie prezentować się jeszcze ciekawiej.

Wracając jednak do meczu Parmy z Milanem. Starcia pomiędzy tymi dwiema ekipami od lat elektryzują całą piłkarską północ Włoch i od lat pada w nich naprawdę dużo goli. W zeszłym sezonie na San Siro prowadzona wówczas przez Clarence'a Seedorfa ekipa przegrała z Gli Emiliani 2:4. Dzisiaj dokonała jednak bardzo srogiego rewanżu. Co innego bowiem przegrać gładko, jak dzisiaj Sassuolo z Interem, a co innego przegrać po tak dramatycznym spotkaniu, które dzisiaj mieliśmy przyjemność obejrzeć na obiekcie w regionie Emilia-Romania.

Najlepsze jest to, że całe spotkanie rozpoczęło się niemrawo i dopiero po kilkunastu minutach się rozkręciło i to za sprawą Giacomo Bonaventury, który na San Siro trafił jako opcja rezerwowa za Jonathana Biabiany'ego. Włoch odpłacił się jednak pierwszym golem za zaufanie zarządu Rossoneri całkiem szybko. Potem mieliśmy prawdziwą wymianę ciosów. Wyrównał były gracz Milanu, Antonio Cassano. To jednak nie był koniec emocji w pierwszej połowie. Końcówka pierwszej połowy należała bowiem do gości. Najpierw gola po drugiej w tym sezonie asyście Ignazio Abate zaliczył Keisuke Honda. Tuż przed przerwą kapitan Parmy, Alessandro Lucarelli, dopuścił się faulu w polu karnym, a jedenastkę na gola na 1:3 zamienił natomiast Jérémy Ménez.

Francuz rozkręcił się jednak dopiero w drugiej połowie, ale to za chwilę. Chronologicznie, na początku drugiej części spotkania gola trafił Felipe, o którym też jeszcze będzie. Przy tym golu błąd popełnił Daniele Bonera, który chwilę później za zagranie ręką tuż przed polem karnym został wyrzucony z boiska. Istna jazda na rollercoasterze, prawda? A to jeszcze nie koniec! Na nieco ponad 20 minut do końca błysnął Nigel de Jong, który najpierw przechwycił piłkę w środku pola, a potem popisał się indywidualną akcją, która dała w końcu gola już nawet nie wiem na jaki wynik. A no tak, na 2:4. Chwilę później bowiem na 3:4 strzelił Lucarelli, tym samym rehabilitując się za faul w pierwszej połowie!

W 77. minucie z boiska wyleciał... Felipe, czyli strzelec drugiego gola dla Parmy! Wydawało się, że to i tak gospodarze będą walczyć o kolejne gole, ale wtedy stało się to...



Takiego zagrania, jakiego dopuścił się w tej akcji Ménez, nie powstydziłby się pewnie nawet sam Zlatan Ibrahimović, który wygrał rywalizację z Francuzem w PSG.

To jednak oczywiście nie był koniec emocji. Chwilę później bowiem klops przydarzył się Diego Lópezowi. Piłkę byłemu golkiperowi Realu Madryt zagrał Mattia De Sciglio, a Hiszpan odwalił takie właśnie coś, łapiąc przy tym kontuzję:


Parma poległa, ale pokazała, że szóste miejsc w poprzednim sezonie nie było przypadkiem i tylko szkoda, że problemy finansowe zabrały tej ekipie możliwość gry w Lidze Europy. To samo zresztą dotyczy Milanu, któremu jednak roczna przerwa od Europy może wyjść naprawdę na dobre. Sama Serie A w ten weekend pokazała natomiast, że nie tylko da się nią oglądać, ale potrafi rozerwać, a tego w niej bardzo brakowało. Piłkarscy seniorzy dzisiaj też pokazali, że mając nawet już trzydziestkę na karku, potrafią stworzyć show, a o to w futbolu powinno chyba jednak chodzić!

foto: Twitter / Mialnello

1 komentarz:

  1. Ignacio? Jak już piszesz, to przynajmniej zwróć uwagę na literówki. (albo błędy, wolę wierzyć, że to literówki).
    Tekst dobry, ciekawy, a faktycznie mecz był emocjonujący i ciekawy. :)

    OdpowiedzUsuń

tv