7 listopada 2020

Szwedzka armata, która dołączyła do najlepszych w historii. Świetny początek Mikaela Ishaka w Lechu Poznań

Piotr Reiss, Robert Lewandowski, Artjoms Rudnevs, Christian Gytkjaer to jedni z największych napastników Lecha Poznań ostatnich lat. Do tego grona bardzo głośno puka nowy nabytek Kolejorza Mikael Ishak. 

Szwed pochodzenia syryjskiego, kiedy przychodził do Poznania, musiał sobie zdawać sprawę z tego, jak wysoko zawiesił przed nim poprzeczkę Chrystian Gytkjaer. Wymagający poznańscy kibice byli podenerwowani faktem, że Piękny Duńczyk opuści Bułgarską dla innego, lepszego bogatszego klubu za granicą. Ostatecznie wybrał bowiem przecież Monzę - ekipę z włoskiej Serie B, którego właścicielem jest jednak słynny Silvio Berlusconi. 


Ishak został ściągnięty do stolicy Wielkopolski po tym, jak opuścił niemiecką FC Nurnberg, w której nie grał zbyt dużo i zdobył zaledwie jedną bramkę w ostatnim sezonie. W Ekstraklasie zaczął od czterech bramek i jednej asysty. Najwięcej, bo dwa gole i asystę Szwed zanotował w zremisowanym 3:3 meczu ze Śląskiem Wrocław. 

Jednak przede wszystkim imponujący wydaje się dorobek Ishaka w Lidze Europy, w której strzelił aż siedem goli - trzy w eliminacjach i kolejne cztery w trzech meczach fazy grupowej tego pucharu, po dwa przeciwko Benfice i Standardowi Liege. 

Zwłaszcza te ze zwycięskiego meczu z Belgami były szczególne, po pierwsze dlatego, że Lech wygrał 3:1, a po drugie bramkowe akcje drużyny i ogólny jej styl był niesamowity. Kolejorz wygrał zasłużenie i jedyne, czego szkoda, to że nie pokonał Standardy wyżej, bo mógł - najbliżej kolejnego trafienia był Ishak, po którego podcince nad bramkarzem piłce brakowało milimetrów, żeby pełnym obwodem przekroczyła linię bramkową. 

Szczególnie warty zauważenia jest fakt, że Ishak ma wręcz niewiarygodnego nosa do szukania sytuacji, w której może dołożyć nogę do dośrodkowanej w pole karne piłki i zamienić ją na gola. Trzeba powiedzieć, że jest to cecha łącząca wszystkich wymienionych wcześniej snajperów. W samym meczu z Belgami Szwed wiele razy znajdował się w dogodnej sytuacji.


Ishak swoją poznańską przygodę rozpoczął w niesamowity wręcz sposób. Swoim dorobkiem, zwłaszcza w Lidze Europy, mocno przypomina początki Artjomsa Rudnevsa w drużynie Jacka Zielińskiego. Póki co Szwed został za to nagrodzony fotelem wicelidera klasyfikacji strzelców fazy grupowej tych rozgrywek. Teraz miejmy jednak przede wszystkim nadzieję, że Ishak wróci też do strzelania w Ekstraklasie i to już w najbliższym ligowym szlagierze przeciwko Legii Warszawa. Jego początek jutro o godzinie 15.

Mateusz Włodarczyk
 @mtwlodarczyk
📷 Damian Garbatowski

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv