19 stycznia 2019

Wypędzeni, cz. I


W styczniu wiele lig odpoczywa, a kluby jedynie przygotowują się do drugiej części sezonu 2018/19. My sprawdzamy więc, co słychać u tych, co odeszli latem z Lecha Poznań. Letnie okienko było kolejną rewolucją. Z Kolejorza odeszło kilku ciekawych zawodników, nie wszyscy ze względu na brak umiejętności, ale na brak zaangażowania, mentalności zwycięzców czy wreszcie wiary w to, że Lech Poznań może zostać mistrzem Polski. Co u was słychać panowie?!

- Odszedłem  z Poznania, bo pan wiceprezes stwierdził, że nigdy się nie podda i będzie walczył dalej, a ja kilka dni wcześniej powiedziałem mu, że nie mieliśmy szans na sukces. W końcu byliśmy liderem na siedem kolejek przed końcem, niewykonalne, duh! BIEGAĆ WALCZYĆ I SIĘ STARAĆ to nie jest moja maksyma życiowa, dlatego, gdy zarząd zaoferował mi odejście, bez wahania poszedłem za moim  Nenadem Bjelicą, by grać w Dynamie Zagrzeb. W sumie się opłaciło, byliśmy blisko Ligi Mistrzów, ale ostatecznie zagrałem w czterech grupowych meczach Ligi Europy, a w lutym w 1/16 finału zagramy z Viktorią Pilzno - komentuje twardy jak skała austriacki Rycerz Emir z Tomislavgradu.

- W lidze chorwackiej jest turbo dobrze! Mamy 11 punktów przewagi nad wiceliderem i przegraliśmy w dotychczasowych 18 kolejkach tylko jeden mecz, więc może uda się doczłapać do końca sezonu na tym podium. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że aż tak dobrze nam pójdzie. Ważne, że gram regularnie, co dwa spotkania, no chyba, że dopadnie mnie kontuzja, więc w sumie zagrałem w ośmiu meczach - dodaje.

Z kolei pewien miły Szwed o uśmiechu kasjera z IKEI, który miał być gwiazdą, a okazał się niewypałem mówi nam: - W Lechu mi nie wyszło, chciałbym o tym zapomnieć. Zadecydowała dyspozycja... sezonu. Żeby nie było, warunki socjalne były całkiem przyzwoite, a ja łącznie zagrałem w 25 meczach i asystowałem zaledwie trzy razy. W Djurgardens IF idzie mi dużo lepiej, skończyliśmy już nawet sezon, na solidnym siódmym miejscu zresztą, a ja tym razem w przeciągu zaledwie 14 kolejek znów dwukrotnie asystowałem, niezły progres, no nie?!

- Z Poznania byłem ciągle wypożyczany, przecież nie mogłem wiecznie czekać, aż Burić z resztą ekipy przestaną wreszcie napieprzać w ten kaloryfer, a ja dostanę szansę gry w pierwszej drużynie! Trochę przestałem rozumieć decyzje zarządu i poprosiłem o transfer. Przeszedłem do Wisły. Na początku nie było kolorowo, ale gdy po pierwszych dwóch kolejkach siedzenia na trybunach, Michał Buchalik w meczu z Jagiellonią dostał czerwoną kartkę, wszedłem na boisko i do teraz jestem podstawowym bramkarzem. Trener mi zaufał i jest ok. Zimą przejął nas tercet egzotyczny. Sami dobrze wiecie, że  takie zestawienia nigdy dobrze się nie kończą. Mam nadzieję, że z nowym zarządem wszystko się ułoży i utrzymamy się w czołowej ósemce, a może nawet powalczymy o europejskie puchary, na razie nie mam nawet na doładowanie, więc muszę już się rozłączyć - mówi nam pewnie, mimo wszystko, zadowolony z opuszczenia Kolejorza przebiegły jak lisek bramkarz Mateusz.


- Wiesz, wróciłem do Polski, Poznań, piękne miasto. Chciałem grać u Adama Nawałki i, daj Boże, pojechać na mistrzostwa. Teraz pan trener jest w Lechu, może też chce wrócić do kadry. W Poznaniu jednak przestałem zachwycać, każdy ze mną w cudzysłowie jechał, więc musiałem odejść. Przyjęli mnie w Szczecinie jak każdego, który ma w CV "Lech Poznań". Herr Kosta wystawia mnie w każdym spotkaniu, czasami w roli ofensywnego pomocnika, czasami bardziej na skrzydle. Od połowy rundy jesiennej odżyłem i daję dużo więcej drużynie - dużo asystuję, czasami nawet strzelam. Głupio było odpaść z GKS-em Katowice w Pucharze Polski, ale w Poznaniu chyba już się do takich pucharowych wpierd*lów też przyzwyczailiście. Od października liczy się już tylko liga, chociaż tęsknię za Poznaniem - często komentuję zdjęcia Lecha na instagramie - mówi jak zwykle uśmiechnięty Radek z Pruszkowa.  

Zatem jak widzimy, byłym Lechitom wiedzie się różnie, jednak żaden z powyższych w rundzie jesiennej nie prezentował się gorzej niż przed odejściem z Lecha Poznań. To dopiero początek naszej korespondencji z tymi ananasami. Wrócimy z kolejną dawką listów z przepięknej Chorwacji czy zasmogowanego Krakowa, zapalimy też jointa z Diego Maradoną. Zostańcie z nami!

*ŻADEN Z POWYŻSZYCH CYTATÓW NIE JEST PRAWDZIWY!

Mateusz Włodarczyk
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv