27 kwietnia 2018

Dawni mistrzowie dwaj

Godzina 17:30 w Anglii to pora, w której mniej więcej kończy się pić popołudniową herbatkę. Dzisiaj w Łodzi zapewne będą przyjmowane nieco mocniejsze trunki, ale bez wątpienia najwięcej powinno dziać się na boisku. Przy ul. Unii Lubelskiej ŁKS zmierzy się z Wartą Poznań. Ewentualny zwycięzca powrót do I ligi będzie miał na wyciągnięcie ręki.

W ostatnim czasie pojawiało się tu niewiele tekstów odnośnie Warty Poznań. Przy okazji takiego jednak meczu aż trudno byłoby przejść obojętnie. Gdyby nawet obie te drużyny nie były teraz w czubie tabeli, byłoby to bowiem spotkanie wyjątkowe. 

Rzadko bowiem na trzecim poziomie rozgrywkowym dochodzi do starcia dwukrotnych mistrzów Polski. Oczywiście, wiadomo, że szczególnie w przypadku Warty jest do wręcz futbolowa prehistoria (Zieloni byli najlepsi w Polsce w latach 1929 i 1947), a i ŁKS swoje ostatnie sukcesy odniósł dwie dekady temu (ostatnie mistrzostwo w 1998, wcześniej również w 1958, czy na kolejne czas więc w 2038?). Niemniej, to będzie wciąż pojedynek dwóch zasłużonych, lecz nieco zapomnianych w ostatnich latach klubów.

Nie licząc ubiegłorocznego meczu towarzyskiego, po raz ostatni oba kluby w oficjalnym starciu mierzyły się ze sobą w 2013 roku. ŁKS był wówczas spadkowiczem z Ekstraklasy, w Warcie powoli kończył się ten najbardziej efektowny etap Zielonej Rewolucji. I chociaż w obu spotkaniach w tamtym sezonie triumfowali poznaniacy, to koniec końców I ligę opuściły oba zespoły. Różnica jest taka, że Warta kolejny sezon rozpoczęła na trzecim poziomie rozgrywkowym, z kolei Rycerze Wiosny wycofali się już po 22. kolejce i odbudowywać musiał się już jako nowy twór od IV ligi.


Przez ten poziom ŁKS przeszedł jak burza, kończąc sezon z 95 punktami i 14 oczkami przewagi nad drugim w tabeli KS Paradyż. III liga w ostatnich latach okazywała się jednak dla tych wielkich i odradzających się firm większym wyzwaniem. Problemy z awansem na szczebel centralny miały bądź mają Polonia Warszawa, Motor Lublin, Widzew Łódź, Odra Opole, sama Warta Poznań też zanotowała jedne przegrane baraże. Taka sytuacja spotkała też ŁKS, który bezskutecznie próbował uzyskać awans przez dwa lata. Przysłowie do trzech razy sztuka zadziałało w tym przypadku o tyle szczęśliwie, że w minionym sezonie Łódzki Klub Sportowy w swojej grupie pierwszej III ligi nie okazał się najlepszy. Uratował ich jedynie brak licencji na grę w II lidze dla... Finishparkietu Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie.

Przed tym sezonem postanowiono poważniej zainwestować w drużynę. Pewnie jakiś wpływ na tę decyzję miała długo wyczekiwana decyzja prezydent Hanny Zdanowskiej, która poinformowała, że w tym roku zostanie ogłoszony przetarg i wyłonienie wykonawcy na dokończenie nieco kulawo wyglądającego stadionu, który w tej chwili ma zaledwie jedną trybunę. Kadrowo zespół wzmocnił się poważnie - na ul. Unii Lubelskiej przywędrowali tacy piłkarze jak Lukáš Bielák czy Filip Burkhardt. Takie nazwiska mogły zrobić wrażenie, a ŁKS do 10. kolejki był niepokonany. Wówczas przyszła jednak domowa przegrana z Olimpią Elbląg, ale nie podłamała oan zespołu. W kolejnej kolejce łodzianie przyjechali do Poznania, gdzie w jesiennym spotkaniu bezbramkowo zremisowali z Dumą Wildy. Jesienią więcej już nie przegrali i wiosnę rozpoczęli ze stratą pięciu punktów do liderującego GKS-u 1962 Jastrzębie tylko ze względu na olbrzymią liczbę remisów: łącznie w całym sezonie ŁKS ma ich już aż 10 - tyle samo ma jedynie znajdujący się w strefie spadkowej MKS Kluczbork.

10 goli - mimo wielu transferów najlepszym strzelcem zespołu jest Jewhen Radionow, dla którego to już drugi sezon w ŁKS-ie. W tym minionym z 19 trafieniami został wicekrólem strzelców III ligi

Zimą w dodatku do klubu dołączyli kolejni ciekawi piłkarze. Rafał Kujawa to wychowanek ŁKS-u, który w ostatnich latach z powodzeniem radził sobie na poziomie I ligi. Wojciech Łuczak jeszcze niedawno wywalczył z kolei awans z Wisłą Płock do Ekstraklasy, wcześniej z powodzeniem grając w niej dla Górnika Zabrze.

Ostatecznie wiosną ŁKS złapał lekką zadyszkę. Bezbramkowy remis u siebie z wówczas uważanym za outsidera Gryfem Wejherowo, wyjazdowa porażka z liderem z Jastrzębia, przegrana u siebie ze Zniczem Pruszków i remis z GKS-em Bełchatów - taka seria sprawiła, że łodzianie dali się wyprzedzić przez Wartę, chociaż akurat to ci pierwsi mają do rozegrania o jeden mecz więcej.

By jednak nie lekceważyć ŁKS-u, w ostatniej kolejce zespół prowadzony od maja 2017 przez Wojciecha Robaszka, dla którego jest to już druga przygoda trenerska przy Unii Lubelskiej, rozgromił na wyjeździe 5:0 Olimpię Elbląg, która swoją niezłą postawą na przestrzeni całego sezonu nieoczekiwanie dołączyła do drużyn walczących o udział w barażu o awans.


Chociaż patrząc na formę obu drużyn i stawkę tego spotkania najbardziej prawdopodobny jest podział punktów. Niemniej, przy słabej wiosennej formie ŁKS-u przed własną publicznością (punkt w dwóch meczach) i całkiem dobrej wyjazdowej postawie Warty (sześć punktów w trzech spotkaniach), za lekkiego faworyta należy chyba jednak uznać Zielonych.

Spotkanie, którego sędzią będzie szczęśliwy dla obu drużyn Jacek Lis z Katowic (zarówno ŁKS, jak i Warta nie przegrały jeszcze w żadnym z meczów prowadzonych przez tego arbitra), zostanie pokazane nawet w ogólnopolskim (!) kanale - TVP3. Wydaje się, że piątkowe starcie to nie tylko szansa dla Rycerzy Wiosny i Zielonych na ugruntowanie swojej pozycji w czubie II ligi, ale też fantastyczna okazja na promocję całych rozgrywek, w tym momencie mocno niedofinansowanych. W tej chwili wszystko pozostaje już więc tylko w nogach samych piłkarzy klubów, które kiedyś były tymi najlepszymi w Polsce, a teraz ich celem jest wyrwanie się z II-ligowego, bądź co bądź, zaścianka.

Piotrek Przyborowski
📷 Wikimedia.org

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv