12 grudnia 2017

#TrzymajSięMaki


Był w szczytowej formie, a za pół roku wiele wskazywało, że powróci do kraju, w którym przeżył kilka niezłych chwil w swojej karierze. Tymczasem po niedzielnym meczu ta stanęła na włosku. Maciej Makuszewski zerwał więzadła krzyżowe oraz poboczne i czeka go teraz dłuższy rozbrat z futbolem.

24. minuta spotkania Lecha Poznań z Cracovią. Dakro Jevtić popisuje się niezłym podaniem w kierunku Macieja Makuszewskiego. Ten staje w obliczu sytuacji, w której mógłby pokusić się nawet o strzał na bramkę strzeżoną przez Grzegorza Sandomierskiego. Niestety skrzydłowy potyka się na piłce, zalicza przeprost w kolanie i... upada na boisko.

Początkowo obie drużyny kontynuują grę, jednak już po chwili Christian Gytkjaer podbiega do swojego kolegi z zespołu, jednocześnie dość nerwowo alarmuje sztab Lecha, że potrzebna jest pomoc medyczna. Stadion zamiera. Po chwili Maciej Makuszewski opuszcza boisko i wzdłuż niego przy akompaniamencie lekarzy Kolejorza kuśtyka do szatni. Sprawą poliszynela jest, dlaczego nie zdecydowano się w tym momencie na nosze, skoro były one gotowe do użycia.

Maciej Makuszewski był bez wątpienia w szczycie formy. 2017 był dla niego do tej pory rokiem szczególnym. Z Lechem Poznań był bliski wygrania mistrzostwa oraz Pucharu Polski, wiosną ważyły się jego losy w Dumie Wielkopolski, w tamtym okresie w lidze strzelił tylko jednego gola i zanotował dwie asysty. Ostatecznie jednak klub zdecydował się go wykupić z Lechii Gdańsk. I okazało się to strzałem w dziesiątkę dla obu stron.


Ten sezon układał mu się rewelacyjnie. W Ekstraklasie zdobył pięć bramek, dołożył cztery asysty - uczestniczył więc przy dziewięciu trafieniach Lecha, co stanowi 1/3 jego całego ligowego dorobku. Na początku września dostał natomiast swoją szansę od selekcjonera Adama Nawałki. Początkowo szczególnie w niektórych częściach Polski tzw. eksperci chodzili poirytowani, że jakiś piłkarz z Lecha paraduje w koszulce reprezentacji z dychą na plecach. Z czasem przekonali się jednak, że to nie jest jakiś gracz, lecz zawodnik naprawdę wyjątkowy. A sam Maki zresztą już podczas kolejnego zgrupowania wrócił do numeru 17, z którym występuje na Bułgarskiej.

Debiutu raczej dobrze nie wspomina, wszedł w końcówce blamażu z Danią w Kopenhadze. Kilka dni później pojawił się jednak w wyjściowej jedenastce w spotkaniu z Kazachstanem i już w 11. minucie zanotował naprawdę ładną (a przy tym bardzo ważną!) asystę przy otwierającym wynik golu Arkadiusza Milika.

Łącznie w kadrze rozegrał jesienią pięć meczów, co stanowi cały reprezentacyjny dorobek w karierze 28-latka. Miał wielką szansę wyjazdu na mundial do Rosji, czyli kraju, w którym spędził półtora roku, będąc graczem Tereka Grozny. W tym momencie byłby pewnie jednym z pierwszych zmienników w talii Nawałki, ale przy problemach z regularną grą naszych innych reprezentantów kto wie - możne nawet znalazłby się w wyjściowym składzie na mecz z Senegalem...

Tym bardziej więc rozumiem łzy w oczach Makiego, kiedy opuszczał w niedzielę boisko. Z doświadczenia wiem, że zerwane więzadło to paskudna sprawa, a już w szczególności dla osoby aktywnej, która swoim ciałem de facto zarabia na życie. Z samego punktu psychologicznego jest to też dla gracza ciężka sytuacja, bowiem najprawdopodobniej ominie go wielka życiowa przygoda w postaci mistrzostw świata.


W tej chwili najważniejsze jest więc wsparcie dla samego Makuszewskiego i jego rodziny. Przecież już niedługo Oliwia, żona piłkarza, urodzi im ich pierwsze dziecko. To szczególny okres dla tej niezwykle przemiłej pary, która dała się poznać w Poznaniu jako naprawdę świetni ludzie. Jeszcze przed ostatnim meczem ligowym z Cracovią szeroko nagłaśniania była ich akcja charytatywna Świąteczna paczka dla psiaczka, w której każdy mógł pomóc polskim schroniskom.

Takie postaci w polskim futbolu darzy się po prostu sporą sympatią, dlatego tym bardziej boli fakt, że Makiego zabraknie przez najbliższe pół roku na boisku. Już w czwartek piłkarz poleci do Rzymu, gdzie w piątek zoperuje go prof. Pier Paolo Mariani, który w przeszłości postawił już po kontuzji więzadeł w kilka miesięcy Arkadiusza Milika (inna sprawa, że od tego czasu napastnik jest kruchszy niż chińska porcelana). Do Poznania Makuszewski powróci w przyszły wtorek, gdzie następnie rozpocznie rehabilitację. Miejmy nadzieję, że wróci na boisko jeszcze silniejszy! #TrzymajSięMaki

PS: Miałem okazję w przeszłości rozmawiać z Maciejem Makuszewskim podczas Media Day w sali konferencyjnej INEA Stadionu przed finałem Pucharu Poslki. To naprawdę jest mega sympatyczny gość. A że sam przeszedłem podobną kontuzję w zeszłym roku, rozumiem jego ból aż za bardzo. Oby Maki otrzymał odpowiednie wsparcie do klubu i kibiców, a jeszcze da poznańskim fanom wiele powodów do radości!

Autor: Piotrek Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | Oskar Jahns / aosporcie.pl / Oskar Jahns Photography

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv