19 marca 2017

Nie tak się świętuje urodziny. Lech Poznań - Górnik Łęczna 0:0

Lech Poznań po wczorajszej stracie punktów Jagiellonii Białystok miał idealne warunki do tego, by objąć fotel lidera w Ekstraklasie. Komplet publiczności, 95. urodziny i do tego jeszcze rywal w postaci najsłabszego w lidze Górnika Łęczna. Kolejorz zadaniu jednak nie sprostał i zremisował 0:0 z drużyną prowadzoną przez Franciszka Smudę.

Jeśli ktoś przed spotkaniem uważał, że Franz stracił swój trenerski nos, zdecydowanie się pomylił. Były selekcjoner reprezentacji Polski, a wcześniej szkoleniowiec również Lecha, na spotkanie ze swoim byłym klubem przygotował niespodziankę w postaci Przemysława Pitrego na środku defensywy. Trzeba przyznać, że to pokerowe zagranie 68-latka i przestawienie nominalnego napastnika do defensywy okazało się strzałem w dziesiątkę. Górnik gola nie stracił, a przecież grał z najskuteczniejszą polską ekipą w 2017 roku.

Nenad Bjelica przed spotkaniem nie zaprezentował zbyt wielu niespodzianek, może poza szansą gry w pierwszym składzie dla Szymona Pawłowskiego. 30-letni pomocnik starał się, biegał, jak zwykle dryblował, ale więcej było z tego strat niż jakiegokolwiek pożytku. Należy jednak mieć na uwadze, że to właśnie Szymek w pierwszej połowie posłał kapitalne podanie do Radka Majewskiego. Ten jednak zamiast oddać ją Kownackiemu zdecydował się samemu strzelać i trafił w Sergiusza Prusaka. Pewnym usprawiedliwieniem może być to, że Majewski młodego napastnika Kolejorza po prostu nie widział. Trudno jednak być radosnym po tym meczu, jeśli uznać tę sytuację za najlepszą, do jakiej poznaniacy doszli w całym spotkaniu.


Nie ukrywajmy - ten mecz raczej zawiódł, Lech nie powalił swoją grą tym razem nikogo na kolana. Przed pierwszym gwizdkiem wiele mówiło się o tym, że piłkarze Górnika z pewnością oddadzą pole do popisu drużynie prowadzonej przez Nenada Bjelicę czy też przestraszą się 40 tysięcy ryczących gardeł. Co z tego, że większość z piłkarzy łęcznian to już doświadczeni zawodnicy, na których taki tłum ludzi co najwyżej zrobi po prostu pozytywne wrażenie...

Górnik Łęczna Lecha się dzisiaj nie przestraszył. Grał odważnie, sam miał nawet sytuacje, by zepsuć urodziny Kolejorzowi jeszcze bardziej. Nawet w końcówce goście mogli przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale poznaniaków w sytuacji sam na sam z Bartoszem Śpiączką uratował Matus Putnocky.

Lech Poznań nie wygrał po raz pierwszy w tym roku, przerywając tym samym swoją serię zwycięstw z rzędu, która zatrzymała się na liczbie sześć. Po raz pierwszy w historii starć obu drużyn w Ekstraklasie łęcznianie nie opuszczają Poznania bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Wydaje się, że drużyna z Lubelszczyzny pod wodzą Franciszka Smudy odżyła i choć wyniki na to w sumie nie wskazują, ma szansę utrzymać się w Ekstraklasie. Trzeba mieć na uwadze, że wciąż ostatnia drużyna ligowej tabeli traciła pod wodzą Franza punkty bardzo pechowo, często w końcówkach jak choćby w meczu z Koroną Kielce.


Dla Kolejorza to może być po prostu przestroga i pewnego rodzaju zimny prysznic przed tym, co czeka go po przerwie reprezentacyjnej. Tam czekają go w przeciągu tygodnia trzy arcyważne spotkania: z Wisłą 31 marca, rewanżowy mecz półfinałowy w Pucharze Polski z Pogonią Szczecin 5 kwietnia, w 9 kwietnia superhit w Poznaniu z Legią Warszawa. I choć Kolejorz wciąż pozostaje jedyną drużyną, która w 2017 roku w Ekstraklasie nie przegrała, to tak naprawdę tamten tydzień odpowie, czy Lech naprawdę jest już drużyną, która jest gotowa na zdobywanie najwyższych laurów. Na ten moment wydaje się to jak najbardziej prawdopodobne.

Lech Poznań - Górnik Łęczna 0:0
19.03.2017, INEA Stadion w Poznaniu, 15:30

Lech: Matus Putnocky – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych – Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Radosław Majewski (68' Mihai Radut) – Darko Jevtić (74' Maciej Makuszewski), Dawid Kownacki, Szymon Pawłowski (80' Marcin Robak)

Górnik: Sergiusz Prusak - Gabriel Matei, Aleksander Komor, Przemysław Pitry, Leandro - Łukasz Tymiński, Paweł Sasin - Grzegorz Bonin, Javi Hernandez, Nika Dzalamidze (87' Vojo Ubiparip) - Bartosz Śpiączka (90' Piotr Grzelczak)

Kartki: Trałka, Gajos, Kownacki (żółte)

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)

Widzów: 40 324

Autor: Piotr Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv