28 sierpnia 2016

Rezerwowi załatwili sprawę. Lech Poznań wygrał 2:0 z Piastem Gliwice [Raport Kolejorz #49]

Do Poznania w piękną i upalną sierpniową niedzielę przywędrował Rumcajs i spółka Piast Gliwice. Lech długo się męczył, ale i przy tym starał, by pokonać wicemistrza kraju. To się udało, Kolejorz po raz pierwszy w tym sezonie strzelił w lidze więcej niż jednego gola i wygrał 2:0. Oba trafienia dopisali na swoje konto rezerwowi.

Początek spotkania był w miarę wyrónany, ale przez pierwsze pół godziny gry znacznie lepsze szanse na strzelenie gola wypracował sobie Lech. Tę najlepszą w koncertowy sposób zmarnował Szymon Pawłowski, chociaż trzeba oddać, że w tym przypadku brak straty gola przez Piasta to też spora zasługa jego bramkarza, Jakuba Szmatuły. Chwilę po okazji skrzydłowego Lecha do sytuacji strzeleckiej po rzucie rożnym doszedł też Radosław Majewski. I w tym przypadku strzał gracza Kolejorza został jednak wybroniony przez golkipera Piastunek.

Podopieczni trenera Jana Urbana w pierwszej części naprawdę nieźle wykonywali stałe fragmenty gry, co niebyt często przydarzało im się w ostatnim czasie. Tuż nad bramką gości poleciała piłka po rzucie wolnym bitym przez Majewskiego, z kolei Szmatuła z problemami poradził sobie z centrostrzałem Jevticia, choć w tej sytuacji nie uwierzę, że nie było trochę przypadkowości. Jeszcze w doliczonym czasie gry Lech mógł wreszcie wyjść na prowadzenie. I chociaż kibice zaczęli już się nawet cieszyć, okazało się, że po rzucie wolnym piłka jednak minęła się z bramką.

Trzeba jednak oddać Piastowi, że on też próbował. Wicemistrzowie Polski postanowili jednak głównie uderzać z dystansu. Żaden ze strzałów głównie Martina Bukaty nie mogły jednak zanadto zaskoczyć Matúša Putnocký'ego.

Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy dobrą szansę na strzelenie gola miał Piast. Piłka posłana w kierunku Macieja Jankowskiego minęła zarówno Jana Bednarka, jak i Paula Arajuuriego, ale były piłkarz m.in. Wisły Kraków huknął mocno nad poprzeczką. W odpowiedzi po chwili do sytuacji strzeleckiej doszedł Marcin Robak, ale nawet nie zdołał uderzyć na bramkę Szmatuły.



Sekundy później miała miejsce sytuacja niezwykła. Na telebimach pojawiła się informacja z frekwencją i (uwaga!) po raz czwarty w tym sezonie przekroczyła ona dziesięć tysięcy, co przy obecnej formie, atmosferze i w ogóle można uznać za sukces. Na trybunach INEA Stadionu zasiadło tego dnia 11 254 fanów, czyli więcej niż nawet na meczu przyjaźni z Cracovią!

Tego dnia Lechowi naprawdę się chciało, o czym świadczyć może natomiast sytuacja z 56. minuty. Wtedy to właśnie po długim i płaskim podaniu Majewskiego do okazji strzeleckiej doszedł Robak. Strzał byłego, nomen omen, napastnika Piasta został jednak sparowany przez nieźle prezentującego się tego dnia Szmatułę.

Kolejorz dążył do strzelenia gola, szły kolejne centry, głównie z prawej strony w wykonaniu Jevticia, Trałki, Kędziory, ale nic to nie dawało. W dodatku po jednej z tych akcji Tetteh stracił piłkę, co skończyło się groźną szarżą Gerarda Badíi.

Starania poznaniaków wreszcie jednak znalazły swoje odzwierciedlenie w wyniku. W 73. minucie Darko Jevtić wtargnął w pole karne z piłką, długo ją holował, aż dopadło do niego trzech zawodników gości. Wtedy Szwajcar podał ją do Dariusza Formelli, a ten niezwykle błyskotliwy i niedoceniany w stolicy Wielkopolski piłkarz płaskim uderzeniem pokonał Szmatułę. Cała Bułgarska w tym momencie odetchnęła.

Zresztą chwilę później DF20 miał szansę na kolejne trafienie. Tym razem dośrodkowanie z lewej strony i strzał wolejem byłego gracza Arki, ale tutaj Szmatuła już się nie dał pokonać. Podobnie jak kilkanaście sekund później, kiedy odbił wydawać by się mogło już pewnie zmierzającą do bramki piłkę po strzale Arajuuriego.

I kiedy wydawało się, że Lechowi uda się dotrwać do końca ze spokojnym 1:0, to w doliczonym czasie gry... Szeliga strzelił wyrównującego gola. Na szczęście okazało się jednak, że był on na pozycji spalonej, więc sędzia postanowił przyznać Lechowi rzut wolny pośredni. Ten został wykonany i nagle... przy piłce pod bramką Szmatuły znalazł się Gajos. Ofensywny pomocnik Kolejorza podobnie jak przy okazji swojego trafienia Formella zachował dużo zimnej krwi i ze spokojem dał poznańskiemu zespołowi drugiego gola.

Lech wygrał, a przy tym po raz pierwszy w tym sezonie Ekstraklasy zdobył więcej niż jednego gola. To zwycięstwo nie tylko dało Kolejorzowi wydostanie się ze strefy spadkowej, ale być może zapewniło spokój poznaniakom na całą przerwę reprezentacyjną.

Lech Poznań - Piast Gliwice 2:0 (0:0)
28.08.2016, INEA Stadion, Poznań, 15:30

Gole: 73. Formella, 90+2. Gajos

Lech: Putnocký - Kędziora, Bednarek, Arajuuri, Gumny - Tetteh, Trałka - Jevtić (75. Gajos), Majewski (58. Formella), Pawłowski (85. Makuszewski) - Robak

Piast: Szmatuła - Sedlar, Korun, Hebert, Mraz - Pietrowski, Murawski, Bukata, Masłowski (57. Szeliga), Badia (75. Mokwa) - Jankowski (81. Barisić)

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Kartki: Bednarek, Gumny - Bukata

Widzów: 11 254


Bohater Lecha: Dariusz Formella
To właśnie ten skrzydłowy tchnął w Lecha w tym spotkaniu jakby drugie życie. Z zimną krwią dał mu prowadzenie, a potem kilkukrotnie widać jeszcze było, że mu się naprawdę chce. Być może znowu dostanie szansę gry w pierwszym składzie i dobrze. To kolejny po Bednarku chłopak, który daje Poznaniowi nadzieję.

Autor: Piotr Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv