7 września 2014

Łączy nas ból

Od czterech lat poziom sportowy naszej reprezentacji spada na łeb, na szyje. Nie potrafimy zakwalifikować się do żadnych mistrzostw, chyba, że sami je organizujemy. Nie umiemy wygrać prawie z nikim, a bramki strzela nam nawet San Marino.

Kto zawinił?
Kiedyś - Grzegorz Lato, Kazimierz Deyna, Zbigniew Boniek. Dziś - Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Łukasz Piszczek. Czemu obecni reprezentanci Polski nie potrafią nawet w połowie grać tak dobrze jak nasze orły z lat 70. i 80.? W końcu taki Lato grał zaledwie w Stali Mielec, Meksyku i Belgii, a Lewandowski strzela obecnie dla wielkiego Bayernu Monachium. Jeśli mistrz Niemiec jest lepszy od meksykańskich zespołów to i zawodnicy grający w Bawarii powinni być lepsi od zawodników, którzy kopią w Ameryce Południowej, nie? Nic bardziej mylnego. Lewy mając 26 lat zdobył już koronę króla strzelców w Bundeslidze i gra dla Bayernu, więc on jako sam Lewandowski osiągnął już bardzo dużo i to co zrobi z kolegami z drużyny narodowej ma w trąbie. A dla Laty mistrzostwa świata były jedyną szansą by pokazać się na arenie międzynarodowej. Wtedy nie było tak rozbudowanego skautingu (praktycznie prawie nikt w Europie w tym czasie nie znał nawet znaczenia tego słowa), a w naszym kraju panował komunizm, który zakazywał sportowcom wyjeżdżać na stałe za granicę, nie kończąc 30 lat. Dlatego przyczyną słabej gry piłkarskiej reprezentacji Polski jest fakt, iż dla piłkarzy jest ona dopiero na czwartym miejscu. Tuż po słuchaweczkach, pieniążkach, Playstation i kolorowych butach. A kiedyś tacy zawodnicy jak Szarmach czy Deyna, jeśli chcieli pokazać się w światowym futbolu, musieli wypruwać sobie flaki na boisku.

Jak to naprawić?
Sposoby, żeby uchronić nas przed kolejnymi kompromitacjami są trzy: pierwszy - granie ligowcami, drugi - całkowite zaprzestanie kopania, trzeci - powrót do komunizmu. Ostatnia opcja oczywiście odpada, choć w tym przypadku stwierdzenie za komuny było lepiej jest jak najbardziej trafne, bo w tym okresie odnosiliśmy największe sukcesy. Zaprzestanie boiskowych batalii również jest wykluczone, ponieważ satyrycy nie mieliby o czym pisać skeczów. Dlatego pozostaje ostatni wariant - gra ligowcami, którym (jeszcze) chce się grać. Ostatnie zgrupowanie zawodników z naszej ekstraklasy - z tego co pamiętam - przyniosło nam zwycięstwa, w odróżnieniu od meczów zagranicznych gwiazdeczek.

Szkoleniowcy naszej Dumy Narodowej często się zmieniają, może więc będzie jakiś trener co będzie myślał tak jak ja i poustawia ten cały bałagan. Na razie jednak trzeba z pewną dozą ostrożności czekać na pierwsze spotkanie naszej reprezentacji w eliminacjach Euro 2016 i mieć nadzieję, że spotkanie z Gibraltarem będzie tylko lekkim spacerkiem na samym początku.

My w międzyczasie zapraszamy Was do zagrania w Fantasy Ligę Eliminacji Euro 2016, w której to zachęcamy oczywiście do uczestnictwa w naszej lidze prywatnej. Kod do niej to: 1600973-577088.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv