26 sierpnia 2020

Rafał Kobza: Jeśli Lech chce się liczyć w Europie, takich rywali jak Valmiera musi po prostu ogrywać


Lech Poznań już w czwartek rozpocznie swoją oby jak najdłuższą przygodę z europejskimi pucharami. Kolejorz w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy zmierzy się z łotewską Valmierą. - Każdy inny wynik niż wygrana poznaniaków będzie ogromną niespodzianką - uważa Rafał Kobza, założyciel i redaktor naczelny Bałtyckiego Futbolu.

Piotrek Przyborowski: - Czy Lech ma prawo obawiać się czwartej siły ubiegłego sezonu ligi łotewskiej, czy to jest rywal, którego Kolejorz powinien jednak przejść?

Rafał Kobza: - Biorąc pod uwagę mimo wszystko dość wysokie oczekiwania polskich kibiców wobec naszych klubów, Lech powinien takich rywali jak Valmiera przechodzić bez najmniejszych problemów. Duma Wielkopolski jest zdecydowanym faworytem tego starcia i każdy inny wynik, niż wygrana poznaniaków będzie dla wszystkich ogromną niespodzianką.

- Dla Valmiery będzie to debiut w europejskich pucharach, ale to klub, którego plany, przynajmniej na arenie krajowej, są chyba dość spore?

- Trzeba pamięać, że jszcze dwa lata temu był to zupełnie inny zespół, który sezon 2018 zakończył na ostatnim miejscu w lidze z dorobkiem zaledwie ośmiu punktów i z najwyższa klasą rozgrywkową nie pożegnał się wówczas jedynie dzięki reorganizacji rozgrywek. Wówczas w tej ekipie występowali głównie zawodnicy z regionu. 

- Dużo zmieniło się w 2019 roku, kiedy do klubu przyszedł nowy, dość anonimowy inwestor ze Szwajcarii. Wprowadził on do klubu poważny zastrzyk finansowy, który sprawił, że do zespołu trafili naprawdę bardzo ciekawi jak na łotewskie standardy zawodnicy. Obecnie chyba tym najgłośniejszym nazwiskiem jest Toluwalase Arokodare (19-letni nigeryjski napastnik, który w obecnym sezonie Virsligi ma na koncie 15 goli i dwie asysty w 15 spotkaniach - przyp. red.)  Na bazie takich wzmocnień klub zaczął powoli wspominać o pucharowych rozgrywkach. Ostatecznie ten cel udało się spełnić, a to dzięki temu, że wicemistrz kraju, stołeczny FK RFS wywalczył również Puchar Łotwy. 

- Nie ulega jednak wątpliwości, że teraz to na Lechu ciąży presja, a Valmiera nie musi, a może. Wielu tamtejszych piłkarzy chce się z pewnością pokazać z jak najlepszej strony w tym spotkaniu. Dla nich transfer już do nawet takiej Ekstraklasy byłby sporym awansem sportowym. Przewinęło się przez nią w ostatnich latach sporo Łotyszy. Zresztą nasza liga ma na Łotwie reputację rozgrywek, poprzez które można się naprawdę nieźle wypromować.

Toluwalase Arokodare to zdecydowanie najskuteczniejszy zawodnik Valmiery. W obecnym sezonie w 15 meczach, w których wystąpił, strzelił w sumie 15 goli i zanotował dwie asysty | foto: Valmiera FC

- Wraz z nadejściem nowego inwestora pojawili się nowi piłkarze, ale także trener. Wydaje się, że gruziński szkoleniowiec Tamaz Pertia jest jednym z najważniejszych elementów całej tej układanki?

- To w ogóle jest bardzo barwna postać. Od 20 lat mieszka na Łotwie. Trafił tam jako piłkarz, a później zaczął pracować jako trener. Mimo to przez ponad dwie dekady nie udało mu się nauczyć łotewskiego. Zdołał natomiast wyrobić sobie na arenie krajowej jakąś tam markę. Generalnie jest bardzo żywiołowym człowiekiem i myślę, że będzie to widać gdzieś przy linii bocznej. Do każdego spotkania podchodzi bardzo emocjonalnie, gestykuluje, krzyczy, jest go wszędzie pełno. Zwykle jego drużyny grają bardzo ofensywnie. Wraz ze Skonto mierzył się kiedyś w eliminacjach Ligi Europy z węgierskim Debreczynem. W pierwszym meczu padł remis 2:2, ale w rewanżu jego ówczesny zespół bardzo się otworzył i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:2 dla Węgrów.


- Jest to z pewnością osoba bardzo charyzmatyczna, ale też czasem ciężka do współpracy. Ostatnio pod listem do kierownictwa Valmiery nawołującym do dymisji tego gruzińskiego szkoleniowca oraz klubowego wiceprezydenta podpisało się w sumie ponad 20 zawodników zespołu. Ten wewnętrzny konflikt koniec końców został zażegnany, Petria wciąż jest trenerem, piłkarze nadal grają w zespole, a jedynym, który pożegnał się z klubem był jeden z buntowników, jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy w składzie, zaledwie 28-letni Vitalijs Jagodinskis.

- Ogólnie rzecz biorąc kadra Valmiery jest bardzo młoda. W drużynie brakuje piłkarzy powyżej 30. roku życia. Jest za to sporo talentów, w tym młodzieżowy mistrz świta z mundialu rozegranego w Polsce ukraiński pomocnik Mykoła Musolitin czy wspomniany już Arokodare. Na kogo, oprócz tych dwóch młodych zawodników, będzie warto zwrócić uwagę w najbliższy czwartek?

- Ostatnio bardzo podoba mi się ich prawy obrońca Kriss Karklins. Mimo że jest bocznym obrońcą, w trwającym od połowy czerwca sezonie jest też bardzo skuteczny (trzy gole i cztery asysty w 16 spotkaniach) Choć na tle całego zespołu jako 24-latek jest już jednym z najbardziej doświadczonych zawodników, myślę, że on jako jedyny oprócz Musolitina oraz Arokodare mógłby poradzić sobie w którymś ze słabszych klubów naszej Ekstraklasy. Reszta piłkarzy Valmiery nie powinna sprawić Lechowi zbyt wielkich trudności. 

Tamaz Pertia zdecydowanie nie jest typem szkoleniowca, który podczas meczu siedzi cicho na ławce rezerwowych | foto: Valmiera FC

- Gdzie więc Lech powinien upatrywać swoich szans na gole? W której formacji Łotyszy Kolejorz może znaleźć ich słabszy punkt?

- Zdecydowanie w defensywie, w której mają naprawdę sporo do poprawy. Piłkarze Valmiery nie podbiegają do przeciwnika, zostawiając mu przy tym bardzo dużo miejsca. Wydaje mi się, że te problemy z pressingiem i wyższym zaatakowaniem rywala będą na tle Lecha mocno widoczne. O ile na ligę łotewską taka gra wystarcza, to w przypadku przeciwnika na poziomie Kolejorza ich problemy w obronie mogą rzucać się w oczy. Nie wyobrażam sobie jednak, by podopieczni Pertii przeciwko Lechowi zagrali w inny sposób niż defensywny. Lech będzie mimo wszystko sporo możliwości w ataku i kluczowe wydaje się to, czy zdoła z tych szans skorzystać.


- Choć oczywiście piłka nożna nie jest najpopularniejszym sportem na Łotwie, to jednak wciąż posiada tam szereg fanów. Czy gdyby było to możliwe, do Poznania zjechałoby się w normalnej sytuacji sporo kibiców Valmiery?

- Przede wszystkim brak obecności jakichkolwiek kibiców na meczu przy Bułgarskiej to bardzo zła informacja dla zawodników Valmiery, dla których już sama możliwość gry przed tak wielką publicznością byłaby niesamowitym przeżyciem. Nie wydaje mi się jednak, by do stolicy Wielkopolski, nawet przy braku pandemii, przyjechałoby sporo kibiców najbliższego przeciwnika Kolejorza. Oczywiście na meczach domowych Valmiery zdarza się nieco bardziej żywiołowy doping, ale jest to zwykle zaledwie kilku-kilkunastu fanów. Większość przychodzi jednak na mecze tego zespołu, by obejrzeć mecz, ewentualnie krzyknąć coś od czasu do czasu. Nie ma tam takich oddanych kibiców, jakich mamy w Polsce. Nie spodziewałbym się więc specjalnie zbyt dużej liczby łotewskich fanów - ani teraz, ani w momencie, gdyby mecz rozgrywany byłby przy pełnym trybunach. Tam jest po prostu nieco inna kultura kibicowska.

Rafał Kobza - pochodzi z Warszawy, będąc w Rydze w październiku 2017 roku założył fanpage'a o piłce nożnej z krajów basenu Morza Bałtyckiego, który z czasem przerodził się w stronę internetową Bałtycki Futbol. Poza piłką interesuję się też skokami narciarskimi, gotowaniem i turystyką. Mówi biegle po niemiecku, ale coraz lepiej radzi też sobie z łotewskim i niemieckim.

Piotrek Przyborowski
@P_Przyborowski
📷 Przemysław Szyszka / Lech Poznań

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv