15 lipca 2019

Gladiatorzy


Niektórzy mogą pomyśleć, że czasy w których żyjemy nie są najlepsze z różnych względów i pewnie będą mieli rację. Jednak nie powie tego ŻADEN fan tenisa ziemnego. Kolejny mrożący krew w żyłach finał Wielkiego Szlema, kolejne niesamowite zagrania i zapierające dech w piersiach akcje. Znowu mecz, po którym chyba wszyscy żałujemy, że w tym sporcie zwycięzca może być tylko jeden. Panie i Panowie za nami najdłuższy w historii finał magicznego Wimbledonu!

A byłby pewnie jeszcze dłuższy gdyby nie zmiany w przepisach i fakt, że od tego roku w 25. gemie piątego seta nagle pojawia się tie-break, który brutalnie kończy całą rywalizację. Choć z drugiej strony pewnie w niedzielę nie poznalibyśmy triumfatora londyńskiego turnieju, gdyby Panowie w ostatnim secie mieli nielimitowany czas gry.

Wróćmy jeszcze do źródeł tego pojedynku. Tym razem ani Novak Djoković, ani Roger Federer, bo o nich przecież mowa, nie mieli prostej drogi do finału. Djoković stracił seta m.in. w świetnym pojedynku z Polakiem Hubertem Hurkaczem i w półfinale z Roberto Bautista Agut, natomiast Szwajcar 3:1 pokonał swojego innego odwiecznego rywala Rafaela Nadala - po gładkiej porażce w Paryżu, Federer pokazał Hiszpanowi kto rządzi na trawie.

Finał jednak rządzi się swoimi prawami - świadomość, że po tym meczu rekord wygranych szlemów może dobić do 21. mógł być przytłaczający dla 38-letniego (!) mistrza ze Szwajcarii. Federer jednak wygrywał już nie takie spotkania. Od początku ten mecz stał na najwyższym, wymarzonym, kosmicznym wręcz poziomie. Pierwszy set zakończył się tie-breakiem wygranym przez Serba do 5.

W kolejnej partii zawodnik z Bałkanów nagle przygasł i przy niezmiennie świetnej dyspozycji Federera uległ gładko 1:6. Trzeci set to znowu blisko godzinna walka zakończona tie-breakiem, wygranym do 4. przez Djokovića. Stan 2:1 od strony Serba wydawał się być wymarzoną wręcz sytuacją dla młodszego o sześć lat tenisisty. Ale to Federer znowu był lepszy, wygrał gemy serwisowe Novaka, gdy tablica wyników pokazywała wynik 2:2 i 4:2, na co odpowiedział Djoković swoim pierwszym przełamaniem w całym meczu. Ostatecznie musiał uznać wyższość Federera w czwartym secie. Mieliśmy zatem 6:4 i 2:2 w setach, co zapowiadało wyczekiwany, acz nieobliczalny, decydujący set!

W nim do połowy obydwaj zawodnicy szli łeb w łeb do momentu, gdy pierwszy tym razem przełamał 32-letni Serb. Ten moment w zwykłym meczu byłby decydujący, bowiem wszyscy sympatycy białego sportu wiedzą, że najsłabszym elementem gry Szwajcara jest głowa. Ku zaskoczeniu Brytyjczyków tłumnie zgromadzonych przy mocno wytartym trawiastym korcie, Roger od razu odrobił straty i znów był remis.

Ten wynik utrzymywał się aż do stanu 7:7, kiedy to Federer niespodziewanie łatwo przełamał rywala. Przy swoim serwisie miał już dwie piłki na wygranie meczu, jednak Djoković zachował niebywały spokój, tak jak w pamiętnym starciu z Federerem w US Open w 2011 roku, gdy genialnym forehandem kompletnie wybił z rytmu swojego utytułowanego przeciwnika.

Znów był remis, który utrzymał się do historycznego 25. gema piątej partii. Pierwszy raz w historii tenisa rozstrzygający tie-break został rozegrany tak późno. Federer wolałby, żeby tak nie było, ale w poniedziałek rano prawdopodobnie zrozumiał, że to była dobra "decyzja". Jeden z nich musiał przegrać, okazał się nim legendarny Szwajcar. Jednak Djoković zachował klasę, po PIĘCIU GODZINACH walki najpierw podbiegł do siatki, podziękował rywalowi i sędziemu, po czym z dumą urwał źdźbło kortu centralnego, zjadł je, odklepał i wybuchł z radości!

Oprócz faktu, że z tego fenomenalnego meczu tylko jeden z wielkich mógł wyjść zwycięsko, smutny jest jeszcze fakt, że prędzej czy później ci tenisiści będą zmuszeni zakończyć sportowe kariery. Na razie cieszmy się tym, że światowy tenis jest w świetnej formie! Tym razem swój piąty złoty puchar za zwycięstwo w Londynie z rąk Księżnej Kate odebrał Djoković, ale Federer wciąż jest wielki. Cytując komentatora i byłego tenisistę Dawida Olejniczaka możemy jeszcze tylko zakrzyknąć: NIECH ŻYJE TENIS!

Mateusz Włodarczyk
📷 Wikimedia / Charles Ng

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv