31 marca 2019

Droga donikąd


Wyrok nie został odroczony - nie czekano, aż Lech Poznań definitywnie straci szanse na pozostanie w czołowej ósemce Ekstraklasy. Władze Kolejorza zadecydowały, że trener Adam Nawałka już dzisiaj przestanie pełnić funkcję szkoleniowca pierwszego zespołu. Chaos przy Bułgarskiej trwa więc w najlepsze, a my, niczym na kolejny odcinek Klanu czekamy na rewolucję numer 1379.

Stracona dla obu stron szansa - tak można podsumować kadencję byłego selekcjonera w stolicy Wielkopolski. Choć po przegranym mundialu, to Nawałka przychodził do Lecha w listopadzie zeszłego roku w glorii chwały, jako szkoleniowiec, który z kadrą osiągnął najwięcej od lat.

Wydawało się, że lepszego kandydata Kolejorz po tym, jak zdecydował się rozstać z Ivanem Djurdjeviciem, znaleźć nie mógł. Otarcie się o czołową czwórkę Europy, najprawdopodobniej największe trenerskie nazwisko w polskiej piłce w XXI wieku. Na pierwszy rzut oka, tego nie dało się spieprzyć. A jednak.

Krakowianin popełnił oczywiście w Poznaniu szereg błędów. Kto kazał mu czekać z rewolucją kadrową do lata, kto zabronił mu zimą sprowadzić do klubu choćby jednego klasowego środkowego obrońcę? Kto kazał mu wreszcie zesłać do rezerw Kamila Jóźwiaka, piłkarza, którego talent w ostatnim czasie może i nieco stanął w miejscu, ale to i tak jeden z niewielu zawodników z obecnej kadry, który Lecha ma naprawdę w sercu.

Perfekcjonizm Nawałki okazał się zbyt męczący zarówno dla piłkarzy, jak i zarządu, a w pewnym sensie nawet i kibiców. I tu wina leży z pewnością gdzieś pośrodku. Z jednej strony skoro piłkarze mają płacone w Lechu sporo (pewnie nieadekwatnie do poziomu, który prezentują), to powinniśmy wymagać od nich prawdziwej harówki. Z drugiej jednak strony, trochę inaczej odbierana jest praca od 6 w reprezentacji, kiedy masz piłkarzy do dyspozycji przez kilkanaście dni, a trochę inaczej codzienna harówka od wschodu słońca. Jakkolwiek byliby to zawodnicy zepsuci, o mentalności przegrywów, to nie można się im dziwić, że i ich metody Nawałki mogły nieco zmęczyć nie tylko fizycznie, ale też nomen-omen... mentalnie.

Wydawało się, że romans Lecha z Nawałką i tak nie przetrwałby próby czasu, więc rozstanie się z nim już teraz poniekąd należy traktować jako sensowne rozwiązanie, przynajmniej pod względem finansowym. Duma Wielkopolski zapłaci byłemu już szkoleniowcowi i całemu jego sztabowi tylko trzy miesięczne pensję. W przypadku późniejszego zwolnienia w grę wchodziło nawet 12-miesięczne wypowiedzenie.

Czegokolwiek nie napisalibyśmy o metodach Nawałki, które w Lechu kompletnie się nie sprawdziły czy jego bladych i zupełnie przewidywalnych konferencjach prasowych, to nie one powinny teraz stanowić największy temat dotykany przez opinię publiczną. Tym powinna być nieudolność władz Kolejorza, które miotają się od pewnego czasu od pomysłu do pomysłu. I dzieje się to w klubie, który wcześniej znany był przecież ze swojej, czasem wręcz nadmiernej cierpliwości wobec trenerów (patrz José Mari Bakero czy Mariusz Rumak).

W ostatnim czasie Lech z klubu z filozofią, stał się zespołem prowadzącym awanturniczą politykę już nie tylko transferową, ale i ogólnosportową. Trzech trenerów z całkowicie innej bajki w ciągu roku (zagraniczny Bjelica, wychowanek Djurdjević i wielkie polskie nazwisko Nawałka) niech będzie tego najlepszym dowodem.

Teraz Kolejorza czeka dokończenie sezonu z trenerem Dariuszem Żurawiem, który zamiast skupić się na walczącą o awans do II ligi drużyną rezerw, najprawdopodobniej poprowadzi dwa zespoły jednocześnie. Czy będzie to poznański Ole Gunnar Solskjær? Być może. Nie ulega jednak wątpliwości, że w Lechu już od dłuższego czasu to nie trener jest największym problemem. Nim są niektórzy piłkarzy, których dawno już przy Bułgarskiej powinno nie być i władze, które od pewnego czasu nie potrafią się określić, dokąd Lech zmierza. Bo w tym momencie, bliżej niż do realizacji planu 2020 jest mu do I ligi.


Piotrek Przyborowski
📷 Piotrek Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv