23 kwietnia 2018

Lech rusza na zakupy i... bierze Cywkę. Zaskakujący, lecz rozsądny ruch "Kolejorza"

Wczoraj Krzysztof Stanowski, szef Weszło, poinformował o tym, że od nowego sezonu Tomasz Cywka ma być zawodnikiem Lecha Poznań. Chociaż na pierwszy rzut oka sens takiego ruchu ze strony Kolejorza wydaje się być mocno dyskusyjny, w ostatecznym rozrachunku to transfer obarczony małym ryzykiem. A takich też trzeba, by wzmocnić kadrę przed prawdopodobną walką na trzech frontach.

1839 minut w 21 spotkaniach Ekstraklasy i jedna asysta - te statystyki z pewnością nie rzucają na kolana. Skąd więc w ogóle pomysł sprowadzenia już też leciwego jak na współczesne warunki (w czerwcu stuknie trzeci krzyżyk) piłkarza? Wydaje się, że wszystko przez mityczną uniwersalność.

Cywka to zawodnik, który w swojej dość długiej i całkiem bogatej karierze grał na najróżniejszych pozycjach. Choć w obecnym sezonie u trenera Kiko Ramíreza występował głównie na swojej nominalnej (prawy obrońca), to już u Joana Carillo pojawia się na boisku jako defensywny pomocnik. Oba skrzydła, cały blok obronny, środek pomocy - wydaje się, że wystarczy jedynie poczekać, aż któryś ze szkoleniowców poprosi go kiedyś o to, by założył rękawice i stanął na bramce.

Uniwersalność to cecha, która w naszym kraju nieco miesza się z nijakością. Czy Cywka może okazać się realnym wzmocnieniem dla Lecha? Wydaje się, że z pewnością będzie to rozsądne uzupełnienie kadry. Kibice klubu z Bułgarskiej spekulują, że gliwiczanin mógłby odciążyć nie tylko Łukasza Trałkę, który w obecnym sezonie gra niemal cały czas, ale być też zabezpieczeniem na wypadek bardzo prawdopodobnego odejścia Roberta Gumnego.


Chociaż w Wiśle Kraków Cywka dostosował się do poziomu wyników drużyny w ostatnich latach i jest co najwyżej solidnym ligowcem, będącym nieco bliżej statusu po prostu średniaka, nie zapominajmy o jego wcześniejszych pracodawcach. Mało kiedy zdarza się, że do Lecha trafiają piłkarze, którzy mają na swoim koncie ponad setkę (dokładniej 113) meczów na poziomie angielskiej Championship. Derby County czy Reading to firmy, które robią wrażenie, nawet jeśli w tym drugim z nich Cywka jedynie zanotował tzw. epizod.

W związku z tym niezwykle prawdopodobnym transferem pojawiły się też oczywiście liczne porównania do przyjścia na Bułgarską Dariusza Dudki. 34-latek do Lecha przywędrował w lipcu 2015 również z Wisły Kraków i podobnie jak Cywka był traktowany jako solidne wzmocnienie ławki rezerwowych. Choć teraz jego rola się zmieniła i ma on na boisku dowodzić rezerwami Kolejorza i dzięki temu służyć doświadczeniem młodym Lechitom, to wydaje się, że cały ten transfer byłego reprezentanta Polski przyniósł Dumie Wielkopolski pewne korzyści.

Lech po swoich mistrzowskich sezon (a należy wierzyć, że ten taki będzie) lubił dokonywać podobnych transakcji. Oprócz wspomnianego już Dudki, który trafił po mistrzostwie w sezonie 2014/2015, podobnym transferem wydaje się Bartosz Ślusarski. Napastnik przywędrował do Lecha w podobnym wieku, też jako ligowiec z pewnym stażem i przeszłością w Anglii (choć nie tak bogatą jak Cywka), ale bez jakichś rewelacyjnych statystyk. Chociaż drugą przygodę Ślusarza można różnie oceniać, z pewnością nie była to transferowa wtopa Kolejorza.


Mimo tego, że sam zainteresowany w rozmowie z Gazetą Krakowską nie chciał komentować całej sprawy, wydaje się, że latem trafi na Bułgarską. Lech szykuje kadrę na trzy fronty (Ekstraklasę, Puchar Polski i europejskie puchary) i z tego punktu widzenia ten transfer wydaje się to bardzo rozsądnym wyjściem. Niskie ryzyko wiąże się natomiast z tym, że jego kontrakt z Wisłą wygasa po obecnym sezonie, więc Lech nie będzie musiał nic za niego Białej Gwieździe zapłacić. Zanim jednak zaczniemy go oceniać, poczekajmy na to, co pokaże już w niebiesko-białej koszulce. Wszak nawet na takiego wspomnianego już Trałkę tuż po przyjściu też jakoś specjalnie nie liczono...

Piotrek Przyborowski
📷 Chris Barnes

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv