29 kwietnia 2017

W bólach rodzi się coś wielkiego. Lech Poznań - Korona Kielce 3:2

Lech Poznań w piątkowy wieczór zagrał jeden ze słabszych spotkań za kadencji Nenada Bjelicy. Mimo to, Kolejorz nie tylko stworzył niezłe widowisko w starciu z Koroną Kielce, ale przede wszystkim wygrało to spotkanie 3:2 i może po 31. kolejce Ekstraklasy zostać nawet nowym liderem!

Wiele twarzy Lecha oglądaliśmy już w obecnym sezonie. Nie da się jednak osiągnąć sukcesu bez rozegrania jakiegoś słabszego meczu. Kluczowe jest jednak, by i w takich starciach było możliwe odniesienie zwycięstwa. W spotkaniu z Koroną było widać, że zespół jest już z pewnością gdzieś myślami przy wtorkowym finale Pucharu Polski z Arką Gdynia. Mimo to, udało jej się strzelić trzy gole, choć trzeba przyznać, że aż dwa z nich były efektem rzutów karnych.

Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla Dumy Wielkopolski, która prowadzenie objęła już w 17. minucie. Chociaż można było czepiać się tego, jak Lechici wykonywali stałe fragmenty gry w piątek, to jednak przy tym rzucie rożnym zachowali się perfekcyjnie. Nie ulega jednak też wątpliwości, że geniuszem wykazał się w tej akcji również Darko Jevtić, chyba najlepszy do spółki z Jasminem Buriciem w tym spotkaniu. W tej konkretnej sytuacji Radosław Majewski sprytnie rozegrał kornera w kierunku Szwajcara o serbskich korzeniach, który stał poza polem karnym. 24-latek dopadł niepilnowany do piłki i kapitalnym strzałem zerwał siatkę w bramce strzeżonej przez Milana Borjana.

Co do Buricia, to już wcześniej trener Bjelica zdradził, że to właśnie Bośniak wystąpi w finale na Narodowym. W związku z tym Chorwat postanowił dać też doświadczonemu już golkiperowi szansę również w Ekstraklasie po to, aby był w tym tzw. rytmie meczowym we wtorek. Zanim jednak stał się jednym z bohaterów piątkowego spotkania, też musiał wyjąć piłkę z własnej bramki.

Nie minęło bowiem pięć minut od gola Jevticia, a Korona również miała już gola. Jego autorem został doskonale znany w Poznaniu Mateusz Możdżeń. Wpierw wydawało się, że trafienie grającego przy Bułgarskiej w latach 2007-2014 pomocnika (choć on nie zawsze mógł się tak określać podczas swojej przygody z Kolejorzem) było równie przepiękne co bramka Szwajcara. W powtórkach okazało się jednak, że piłka po strzale 26-latka odbiła się od Macieja Wilusza i zmyliła tym samym bezradnego Buricia.


Podopieczni Bjelicy nie zamierzali jednak odpuścić. W 41. minucie Jevtić posłał niesamowite podanie w kierunku Marcina Robaka, a ten został powalony na murawę przez Bartosza Rymaniaka. Szymon Marciniak nie miał wątpliwości i zdecydował się podyktować rzut karny. Jedenastkę pewnie na gola zamienił sam poszkodowany.

Wydawało się, że na przerwę poznaniacy zejdą, prowadząc. Korona postanowiła powalczyć i jeszcze przed gwizdkiem arbitra zdołała ponownie odpowiedzieć na trafienie Robaka. Tym razem podopieczni Macieja Bartoszka poprowadzili akcję prawą stroną, w polu karnym przepięknym podaniem popisał się Nabil Aankour, a Mateusz Możdżeń został sfaulowany przez Łukasza Trałkę. Sędzia nie miał wątpliwości i ponownie wskazał na wapno. Burić, choć zdołał wyczuć intencje Jacka Kiełba, nie zdołał powstrzymać ex-Lechitę przez zdobyciem wyrównującego gola.

O sile Lecha oprócz tego, że potrafi wygrać nawet mecz, w którym nie dominuje, niech najlepiej świadczy fakt, że gole strzelili mu w tym spotkaniu zawodnicy wcześniej przywdziewający jego barwy. Zarówno Możdzeń, jak i Ryba byli tego dnia kluczowymi graczami w zespole Złocisto-Krwistych.

Bohaterów drugiej połowy mieliśmy trzech - do Jevticia i Robaka dołączył jeszcze Jasmin Burić. Bośniak już z polskim paszportem uratował wczoraj zdecydowanie zwycięstwo Lechowi. Zatrzymał dwie setki, a przy atomowym strzale Rafała Grzelaka z ponad dwudziestu metrów popisał się równie przepiękną interwencją.

Lech zdołał wreszcie zdobyć gola na 3:2, a dokonał tego... po rzucie karnym. Strach pomyśleć, co by było z Kolejorzem w piątek, gdyby nie grał w spotkaniu z Koroną Darko Jevtić. Tym razem pomocnik poznaniaków wtargnął w pole karne, a powalił go w nim... Mateusz Możdżeń. Choć decyzja Szymona Marciniaka o podyktowaniu jedenastki początkowo wydawała się dość dyskusyjna, to wydaje się, że nasz eksportowy arbiter podjął w tej sytuacji dobrą decyzję. Rzut karny na gola zamienił oczywiście Marcin Robak.


Ostatecznie Lech Poznań pokonał Koronę Kielce po dość szalonym meczu 3:2. To zwycięstwo dało mu na przynajmniej dobę fotel lidera Ekstraklasy. I choć Kolejorz nie pokazał tego dnia jakiegoś wielkiego futbolu, to udowodnił, że potrafi wygrywać nawet przy sporych problemach. Natomiast brawa należą się też Koronie za jej postawę w tym spotkaniu. Ekipa z Kielecczyzny pokazała, że może napsuć jeszcze sporo krwi innym drużynom z czołowej ósemki. Na szczęście w tej grupie na pewno nie będzie Lecha, którego piłkarze teraz już całkowicie mogą skupić się na wtorkowym finale Pucharu Polski przeciwko ostatnio słabej jak barszcz Arce Gdynia. Ten mecz już 2 maja o 16 na Stadionie Narodowym. 

Lech Poznań - Korona Kielce 3:2 (2:2)
29.04.2017, INEA Stadion, 20:30

Gole: 17' Jevtić, 42' , 80' Robak (karne) - 21' Możdżeń, 44' Kiełb (karny) 

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Abdul Aziz Tetteh (71' Dawid Kownacki), Łukasz Trałka - Maciej Makuszewski (61' Mihai Răduţ), Radosław Majewski (81' Maciej Gajos), Darko Jevtić - Marcin Robak

Korona: Milan Borjan - Rafał Grzelak, Bartosz Rymaniak, Radek Dejmek, Ken Kallaste - Jakub Żubrowski, Mateusz Możdżeń - Miguel Palanca, Nabil Aankour (84' Marcin Cebula), Serhij Pylypchuk (57' Dani Abalo) - Jabek Kiełb

Kartki: Tetteh, Kostevych - Grzelak, Rymaniak, Dejmek, Możdżeń (wszyscy żółte)

Sędzia: Szymon Marciniak

Widzów: 11 192

Autor: Piotr Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Oskar Jahns / OJ Media

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv