6 marca 2016

Piłkarska hegemonia. Czy w Polsce jest możliwa?

W sporcie nic nie motywuje równie mocno, co rywalizacja. Fakt odczuwania oddechu rywala na plecach sprawia, że jednostki są w stanie dać z siebie jeszcze więcej, byle wciąż być numerem jeden. Identycznie wygląda sytuacja pośród klubów piłkarskich. Nie rozwijają się one same z siebie, lecz pod wpływem intensywnej rywalizacji o miano tego najlepszego.

Barcelona – Real, Manchester – Chelsea, Bayern – Borussia, czy na naszym krajowym podwórku Legia – Lech. Wszystko to przykłady wrogich sobie zespołów, które jednak zapominają o tym, jak wiele sobie zawdzięczają. Wzajemna niechęć, przeradzająca się niekiedy w skrajną nienawiść sprawia, iż nieakceptowalny staje się fakt ustępowania konkurencyjnemu klubowi. Dzięki temu poziom rywalizacji, a co za tym idzie rozwoju, wskakuje na jeszcze wyższy poziom.

Mistrzowska wyliczanka
W rodzimej Ekstraklasie wyraźnego lidera w ostatnich latach zdecydowanie brak. Od 2010 roku mistrzem Polski dwukrotnie zostawali Legia oraz Lech, zaś jednokrotnie Śląsk i Wisła. Nietrudno zatem dojść do wniosku, że zespoły występujące w lidze znajdują się na bardzo podobnym poziomie Niestety, w sposób niekorzystny wpływa to na kluby, które reprezentują Ekstraklasę w europejskich pucharach. Nie są one w stanie utrzymać satysfakcjonujących wyników i co za tym idzie, nie mają możliwości na regularne występy na międzynarodowej arenie, która potem okazuje się dla nich zbyt dużym wyzwaniem.

Bierzmy przykład z zachodu
Podobnie jak na wielu innych płaszczyznach, również w futbolu Polska powinna czerpać wzorce od zachodnich lig. Nie musimy szukać daleko – niemiecka Budnesliga. Od lat słyszymy zdania ekspertów oraz przedstawicieli PZPN-u, którzy mówią o pomniejszającym się dystansie pomiędzy Ekstraklasą a ligą niemiecką. Z pewnością w ostatnich latach polska piłka zrobiła spory krok do przodu, lecz w tym samym czasie Bundesliga postawiła owych kroków co najmniej kilka.

Przede wszystkim – struktura.
Podobieństw między Ekstraklasą, a ligą naszych zachodnich sąsiadów jest wiele. Na nasze nieszczęście istnieje również jedna zasadnicza różnica – hierarchia w lidze. W Bundeslidze niczym w marketingu, poziom konkurencji jest wyrównany, wysuwa się jednak jeden lider, w tym przypadku jest to Bayern Monachium, który nadaje ton całym rozgrywkom. Pojawiają się także agresorzy, tacy jak Borussia czy Leverkusen, którzy próbują zagrozić hegemonowi i odebrać tytuł lidera. Za ich plecami pojawia się grupa nieco słabszych zespołów, które również aspirują wysoko, znając jednak swoje ograniczenia. Wszystko to układa się w dobrze zorganizowaną całość. Z jednej strony rozgrywki są wyrównane, z drugiej zaś potencjalni potentaci są na tyle silni, że stać ich również na godne reprezentowanie ligi na europejskim podwórku.

Hierarchia wedle polskiej ligi
O ile Ekstraklasa może poszczycić się faktem, że niewątpliwie jest wyrównaną ligą, to jednak postawę polskich zespołów na arenie międzynarodowej lepiej przemilczeć. Wynika to głównie z faktu, że w lidze brak zdecydowanych dominatorów. Obecnie żaden zespół nie jest w stanie samodzielnie dyktować warunków lidze, co w połączeniu z wyrównanym poziomem rozgrywek doprowadza do słabych wyników przynajmniej na jednym z frontów. Za przykład może tutaj posłużyć Legia, która w ubiegłym sezonie straciła tytuł po prawdopodobnie jednym ze swoich najlepszych okresów w europejskich pucharach. Wojskowi nie byli na tyle silni, by jednocześnie zdominować rozgrywki na krajowym podwórku i brylować na europejskich salonach.

Szansa na zmiany
Zostańmy jeszcze na moment przy Legii. To właśnie Warszawianie pod czujnym okiem prezesa Leśnodorskiego mają możliwość wyrwania się z sideł przeciętności Ekstraklasy i wybicia się na nowy, zdecydowanie wyższy poziom, dotychczas nieosiągalny dla żadnego polskiego zespołu. Postawa klubu na rynku transferowym dobitnie pokazała, że w Legii aspiracje sięgają nie tylko wywalczenia mistrzostwa, lecz także awansu do elitarnej Ligi Mistrzów. Stołeczny klub dysponuje obecnie najsilniejszą kadrą oraz najwyższym budżetem w całej lidze, co czyni go faworytem w walce o pozycję hegemona Ekstraklasy.

Zagadką pozostanie fakt, czy klub ze stolicy będzie gotów umiejętnie łączyć grę na trzech frontach. Jeśli temu nie sprosta, to nawet ewentualna kwalifikacja do Ligi Mistrzów nie zmieni niestabilnego obrazu polskiej ligi.

Hegemonia nie zawsze w cenie
Przykład zhierarchizowanej Bundesligi czy Ekstraklasy, która właśnie w owym kierunku powinna zmierzać, może zostać ukazany jako kontrast do negatywnego dominowania z jakim mamy do czynienia w Ligue 1.

Od momentu, gdy PSG zostało wykupione przez Szejków, jasnym stało się, że taki moment prędzej czy później nadejdzie – jednak nikt nie przewidział jego skali. 73 punkty po zaledwie 27 spotkaniach – 23 wygrane i tylko 4 remisy, porażek rzecz jasna brak. To bilans zespołu, który już w 30 kolejce może sobie zapewnić tytuł mistrza Francji. Drugie Monaco traci do lidera aż 24 oczka, zaś różnica pomiędzy trzecim a dziesiątym zespołem wynosi zaledwie 5 punktów. Zatem jak widzimy siła większości zespołów stoi na podobnym poziomie, jednak większość to nie całość i PSG dobitnie o tym przypomina.

Najsilniejsi skorzystają
Luty i marzec to miesiące, w których zaczyna się kluczowy etap sezonu dla większości topowych klubów. Przede wszystkim, wraca faza pucharowa Ligi Mistrzów, która jak nic innego ekscytuje fanów z całego świata. Uczestnictwo i dobra postawa na wiosnę w europejskich pucharach jest w dużej mierze uzależniona od umiejętności łączenia gry na wielu frontach. Wspomniani wyżej liderzy swoich lig, tacy jak Bayern czy PSG mają ogromną przewagę, którą wystarczy tylko w odpowiedni sposób wykorzystać. Gdy nie ma potrzeby zamartwienia się o ligowe punkty, takie zespoły mogą sobie pozwolić na odpoczynek dla kluczowych graczy, którzy głodni gry i wypoczęci przystąpią do spotkań o LM. Owego przywileju nie posiadają kluby angielskie, które przy ogromnym natłoku spotkań pucharowych i ligowych, w ostatnich latach wyjątkowo zawodzą na europejskim podwórku.

Hegemonia ważna, ale nie kluczowa
Wysunięcie się na pozycję zdecydowanego lidera na własnym podwórku z pewnością pozytywnie wpłynie na postawę klubu poza własnym krajem, należy jednak pamiętać, że to tylko jeden z wielu czynników, które mają wpływ na formę i dyspozycję zespołu na europejskich salonach. Przede wszystkim, musimy mieć świadomość, iż szansą rozwoju dla całej polskiej piłki jest efektywna gra "naszych" klubów właśnie w Europie. Obecny stan rzeczy nieprędko się zmieni, jeśli Ekstraklasa wciąż będzie tak niestabilna i aż nadto wyrównana. Liga potrzebuje dominatora, który pozwoli również innym na krok do przodu. W innym przypadku, czeka nas stagnacja w rozgrywkach, w których za niedługo nawet najwytrawniejsi bukmacherzy będą obawiali się typować wyniki.

Autor: Patryk Domagała | @polik96 | patryk.domagala1892@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv