18 września 2015

Bezbarwnie, bez bramek i (prawie) bez kibiców

Nie był to zbytnio udany początek Lecha Poznań w fazie grupowej Ligi Europy. Mistrz Polski bezbramkowo zremisował z Belenenses, poświęcając ten mecz przygotowaniom do niedzielnego pojedynku z Jagiellonią.

Czwartkowe spotkania co prawda czysto teoretycznie odbyło się z udziałem publiczności, ale niecałe osiem tysięcy ludzi chluby fanom Kolejorza z pewnością nie przysporzy. Fanatycy Lecha zdecydowali się nie przyjść na Bułgarską z powodu akcji UEFA polegającej na odciąganiu od każdego biletu jednego euro. I tak oto: kibice, którzy wcześniej wspierali mistrza Polski w walce o europejskie puchary, nie dostali nagrody za swój doping, czyli możliwości obejrzenia meczu na stadionie, z kolei samemu klubowi dostało się pośrednio przez nich dzięki artykułom zachodniej prasy, m.in. The Guardian. Brawo kibice, postawa iście bohaterska...

Na szczęście znaleźli się roztropni, którzy postanowili udać się na dzień przed weekendem na INEA Stadion, chociaż akurat zostali oni skazani, szczególnie w pierwszej połowie, na marne widowisko. Dość powiedzieć, że trudno wspomnieć o jakiejś konkretniejszej akcji poznaniaków w pierwszej części. Podopieczni Macieja Skorży nie mieli pomysłu na grę, kreować w przodzie próbował nawet Łukasz Trałka, ale sam kapitan Lecha nic zdziałać nie mógł.

Trochę szkoda, że były gracz Polonii doznał jeszcze przed przerwą kontuzji (tak, stawu skokowego!), która sprawiła, że na drugą część spotkania wszedł już za niego Karol Linetty. Wydaje się bowiem, że gdyby młody pomocnik Lecha pojawi się za Dariusza Dudkę, to wraz z Trałką zapewniliby w drugiej połowie więcej jakości.


Trzeba jednak oddać, że po zmianach i pojawieniu się na placu gry również Hämäläinena i Pawłowskiego gra Kolejorza uległa zmianie. Świetną sytuację miał ten drugi, ale jego strzał w kapitalnym stylu wybronił Ventura. Gola nie udały się też strzelić aktywnemu tego dnia Thomalli, który w końcówce dostał idealne podanie od Ceesaya.

Osobny paragraf należy jeszcze pod koniec poświęcić Serhijowi Bojko, arbitrowi, który był w tym meczu zdecydowanie najsłabszym ogniwem. Gwizdał częściej bez sensu niż z, próbował być momentami gwiazdą tego widowiska, ogólnie trzeba się cieszyć, że my mamy Szymona Marciniaka.

Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że podopieczni Ricardo Sá Pinto w całym spotkaniu trafili w zarówno poprzeczkę, jak i słupek oraz patrząc na ostatnią grę Lecha, z wyniku tego meczu nie można być strasznie niezadowolonym. Kolejorz nie tylko nie przegrał, ale też nie stracił gola i wydaje się, że w kolejnych starciach, już przy nieco lepszej formie (kiedyś ona przecież musi nastąpić!), mistrz Polski może spróbować powalczyć o awans.

W drugim polskim pojedynku tego dnia FC Midtjylland pokonało Legię Warszawa po trafieniu Mortena Rasmussena, chociaż początkowo gola samobójczego zapisano Michałowi Kucharczykowi. Kolejne spotkania w Lidze Europy 1 października. Lecha czeka kolejna już w tym sezonie podróż do Bazylei (wyjazdowa wygrana 2:1 z Fiorentiną), natomiast Wojskowi zagrają u siebie z Napoli, które rozbiło 5:0 Club Brugge.

Lech Poznań - Belenenses 0:0
17.09.2015, INEA Stadion, 21:05

Lech: Burić - Ceesay, Arajuuri, Kamiński, Kádár - Dudka, Trałka (46' Linetty) - Formella, Kownacki (60' Hämäläinen), Lovrencsics (68' Pawłowski) - Thomalla

Belenenses: Ventura - André Geraldes, Brandão, Tonel, João Amorim - Rúben Pinto, André Sousa (80' Ricardo Dias), Carlos Martins (89' Dálcio Gomes) - Leal, Fábio Sturgeon (63' Kuca), Rosa

Kartki: Dudka, Kádár, Ceesay - João Amorim

Sędzia: Serhij Bojko

Atrakcyjność««(w pięciogwiazdkowej skali)

Widzów: 7934

Autor: Piotrek Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Piotrek Przyborowski

2 komentarze:

  1. Czy kibiców Lecha, poza akcją UEFA, nie odstrasza również słaba gra ich ulubionego klubu i właśnie dlatego część postanowiła nie pojawić się na spotkaniu? Szczerze mówiąc (pisząc) nie wierzę w awans Lecha do kolejnej rundy, choć mam nadzieję, że się mylę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście słaba postawa zespołu w lidze ma wpływ na frekwencję na meczach, ale w przypadku wczorajszego meczu kluczowa była ta akacja UEFA. Niestety nie potrafię zrozumieć niektórych, którzy zamiast na mecz, woleli udać się tego samego dnia na Plac Wolności, by zaprotestować przeciwko uchodźcom na Placu Wolności.

      Trzeba być dobrej nadziei, sądzę, że prędzej czy później Lech wreszcie zacznie coś grać, a na wyjście z grupy LE szanse z pewnością są.

      Usuń

tv