30 grudnia 2019

"Poznań na zawsze pozostanie w moim sercu!"

Enea AZS Poznań przez ostatnie dwa sezony była od niej wręcz uzależniona. Tymczasem przed obecnym sezonem Jazmine Davis, liderka Akademiczek w minionych miesiącach opuściła stolicę Wielkopolski. I choć jako zawodniczka raczej już do niej nie wróci, to w rozmowie z aosporcie.pl przyznaje, że Poznań pozostanie na zawsze w jej pamięci.

Rzut, który uratował ekstraklasę
Byłą sobota 23 marca, 24. kolejka Basket Ligi Kobiet. Jeden z najważniejszych meczów w historii najnowszej poznańskiej koszykówki. Derbowe starcie z Ostrovią Ostrów Wielkopolski, od którego zależało, czy najwyższa klasa rozgrywkowa pozostanie w Poznaniu na kolejny rok. Choć po tym starciu ostrowianki miały jeszcze do rozegrania jedno spotkania, a poznanianki nawet dwa, nikt nawet nie obstawiał, że któreś z tych meczów padnie łupem ekip z naszego województwa. Marcowy pojedynek decydował więc o być albo nie być dla obu klubów.

AZS przegrywał przez niemal całe spotkanie. Kibice powoli pogrążali się już w czarnych rozpaczach i przygotowywali na kolejne derbowe zmagania - już jednak w I lidze z MUKS-em. Poznanianki zerwały się jednak do walki. po raz pierwszy do remisu doprowadziły na trzy minuty przed końcem spotkania. I choć jeszcze na 36 przed końcową (w tym przypadku jedynie regulaminowy czas gry) syreną ostrowianki odzyskały prowadzenie, to ostatecznie i tak doszło do dogrywki (w której lepszy okazał się AZS). A to za sprawą celnego rzutu właśnie Jazmine Davis. Koszykarki, bez której Basket Ligi Kobiet w bieżącym sezonie w Poznaniu już by raczej nie było.

Amerykański sen w stolicy Wielkopolski 
- Świetnie wspominam czas spędzony w Poznaniu. Pokochałam to miasto, jest tak piękne! - mówi rozgrywająca, która w sezonie 2017/2018 była 13., a rok później 15. najlepszą punktującą w całej lidze. - To kapitalne miasto dla koszykówki. Podczas meczów zawsze była tutaj świetna atmosfera, w Poznaniu macie też naprawdę sporo kibiców tego sportu. Zawsze sprawiało to, że grało mi się tutaj z ogromną przyjemnością - dodaje.

Davis do Poznania trafiła latem 2017 roku po dwóch latach spędzonych w szwajcarskim Fryburgu. Z tamtejszą ekipą odnosiła sukcesy na arenie krajowej, występowała też w europejskich pucharach, notując w dwóch sezonach występy w fazie grupowej EuroCup. Aż wreszcie trafiła do stolicy Wielopolski, gdzie przyszło się jej bić o utrzymanie w Basket Lidze Kobiet.

- Bardzo chciałabym podziękować trenerowi Markowi (Lebiedzińskimu - przyp. red.), który sprowadził mnie do Polski - zaznacza Davis. Oboje poznali się już zresztą dużo wcześniej, gdy ona grała jeszcze w Szwajcarii, a on był trenerem Arki Gdynia. Kiedy AZS szukał więc zagranicznej zawodniczki, która mogłaby wzmocnić pierwszy zespół tuż po powrocie do Basket Ligi Kobiet, wybór był oczywisty.

→ Czytaj też: Jazmine Davis: Nigdy nie słyszałam o Poznaniu, ale chcę dać tu z siebie jak najwięcej! [Wywiad z Jazmine Davis tuż po jej przyjściu do AZS-u]

Tajemnicze rozstanie
I chociaż przez dwa lata Jazmine Davis była na parkiecie prawdziwą liderką Akademiczek, ostatecznie w nowym sezonie nie reprezentuje już barw poznańskiego klubu. Sama zawodniczka nie chciała się wypowiadać na temat powodów rozstania z AZS-em.

Sprawa jest o tyle tajemnicza, że na stronie klubu czy w doniesieniach prasowych trudno znaleźć choćby wzmiankę o tym, że Amerykanka opuszcza Poznań. Zaskoczenia nie kryli zarówno kibice, jak i niektórzy eksperci: - Nie mam na ten temat żadnych potwierdzonych informacji. W AZS-ie latem było spore wietrzenie szatni, Vadima Czeczuro na stanowisku trenera zastąpił Elmedin Omanić. Być może po prostu Jaz nie pasowała do koncepcji nowego szkoleniowca? To są jednak tylko moje domysły - przyznaje redaktor naczelny Radia Mateor Paweł Jonik.

📷 Enea AZS Poznań / Facebook

Pojawiają się też głosy, że obie strony nie dogadały się też po prostu finansowo. Tak czy inaczej, sporym zaskoczeniem było to, że latem o Davis nie powalczył żaden inny klub Basket Ligi Kobiet. Choć mówimy tu o zawodniczce drużyny z dołu tabeli, to jednak o jednej z najsolidniejszych rozgrywających w całej lidze. I przede wszystkim o koszykarce, która wciąż nie znalazła nowego zespołu.

- Teraz współpracuję z Regeneracom Sports (agencja koszykarska z wieloma zawodniczkami o przeszłości w WNBA - przyp. red.) i szukam nowego klubu. W czasie tego mojego rozbratu z parkietem trenuję młodych sportowców w wieku 13-17 lat. Sama jednak też ciężko trenuję każdego dnia, by być gotowym na powrót do gry - przyznaje Davis.

→ Czytaj też: "Niektórzy lekarze pukają się w głowę, gdy mówię im, że biegam po 350 kilometrów". Rozmowa z ultramaratończykiem Arturem Kujawińskim

Reprezentantka z Poznaniem w swoim sercu
Wydaje się, że zawodniczka z taką przeszłością nie będzie szukała nowego pracodawcy już zbyt długo. Szczególnie, że w zeszłym roku do niezłych statystyk klubowych dołożyła do tego jeszcze sukces na arenie międzynarodowy. Podczas Igrzysk Pacyfiku zdobyła złoty medal w barwach... reprezentacji Samoa Amerykańskiego!

- Przedstawiciele tej federacji kontaktowali się ze mną od pięciu czy sześciu lat i bardzo chcieli mnie w swojej reprezentacji. Ja też byłam mocno zainteresowana, ale zawsze ich mecze nakładały się na moje zagraniczne obowiązki klubowe. W tym roku wreszcie się udało, bo byłam wolna w lipcu i mogłam pomóc kadrze w odniesieniu tego sporego sukcesu - cieszy się Davis.

Jak sama przyznaje, choć nie broni już barw poznańskiego AZS-u, nigdy nie zapomni czasu spędzonego w naszym mieście. - Nie wrócę już do stolicy Wielkopolski jako zawodniczka, ale pojawię się tu z pewnością jako turystka. Odwiedziłam zresztą Poznań w listopadzie, spędziłam tu świetne dwa tygodnie i na pewno jeszcze tu przyjadę. Miasto, koleżanki z drużyny i kibice na zawsze pozostaną w moim sercu!

Piotrek Przyborowski

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv