21 maja 2017

Miał być mistrzowski mecz, znowu tylko bijatyka. Lech Poznań - Lechia Gdańsk 0:0

Lech Poznań nie potrafi rywalizować z drużynami z czołówki i seryjnie traci punkty w tzw. htiach. Nie może dziwić więc fakt, że kolejną szansę daną Kolejorzowi przez system Ekstraklasy ten zaprzepaścił. Poznaniacy zremisowali 0:0 z Lechią Gdańsk i mistrzostwo oddaliło się od Poznania tak samo jak Ekstraklasa od Katowic czy spadek od Warty. Krótko pisząc - będzie o nie cholernie ciężko.

Najlepszym podsumowaniem tego widowiska była sytuacja z końcówki, kiedy to najpierw zawodnicy Lecha koncertowo stracili piłkę, by za chwilę ją odzyskać, bowiem futbolówkę za bardzo wypuścił sobie rezerwowy w tym meczu niedoszły napastnik Kolejorza Grzegorz Kuświk.

Trener Nenad Bjelica teoretycznie wystawił najmocniejszy możliwy skład. Wiadome było, że Darko Jevtić raczej nie będzie gotowy na pełne 90 minut, więc Mihai Răduţ w wyjściowej jedenastce to już rzecz, do której powoli powinniśmy się przyzwyczajać. Niestety po świetnym meczu w Niecieczy i obiecujących wejściach we wcześniejszych spotkaniach Rumun podobnie jak cały Lech... nieco zwolnił.

Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie obejrzeliśmy w sumie jeden celny strzał godny zapamiętania - oddał go w 34. minucie Radosław Majewski, niestety próbę pomocnika Kolejorza zatrzymał Dušan Kuciak. Lechia miała natomiast wcześniej okazję Marco Paixão, który jednak fatalnie przestrzelił nad bramką raczej bezrobotnego przez cały mecz Putnockiego.

Nie udawało się nic z gry, to Lechici próbowali też ze stałych fragmentów gry. Po jednym z takich w 54. minucie i dośrodkowaniu Răduţa Lechię mógł załatwić defensywny duet Kędziora-Wilusz. Pierwszy przedłużył podanie od skrzydłowego, z kolei drugi nie zdążył do owej futbolówki. W Poznaniu wciąż było bez goli.

Chwilę później najładniejszą akcję gości w całym tym meczu przeprowadził Rafał Wolski. Były zawodnik Legii czy Fiorentiny zdecydował się na indywidualną szarżę i gdyby nie ofiarna interwencja Kędziory przy strzale pomocnika gdańskiego zespołu, to ten mógłby świętować gola po jednej z najpiękniejszych akcji w obecnym sezonie.

Lech Poznań o tym, że wciąż pozostaje w grze o mistrzostwo Polski przypomniał sobie mniej więcej na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem sędziego Musiała. Nie wiadomo, na ile miało na to wpływ wejście na boisku Darko Jevticia i Dawida Kownackiego. Obaj dali Lechowi jednak bezsprzecznie w tym meczu nowe życie. Młody napastnik Kolejorza powinien nawet zaliczyć asystę, ale po jego podaniu w czystej sytuacji Maciej Gajos posłał piłkę wysoko nad bramką gdańszczan.

Jeszcze w 89. minucie swoją okazję na zdobycie bramki ponownie po stałym fragmencie gry, tym razem wolnym wykonywanym przez Jevticia, miał Maciej Wilusz. I choć stoperowi udało się uderzyć głową piłkę, to nie był to niestety celny strzał.

©Piotr Przyborowski | aosporcie.pl

Nie wiem, czy ma na to wpływ jakaś frustracja ze strony Lechii, ale za każdym razem, gdy przyjeżdża ona do Poznania, to na boisku więcej dzieje się jeśli chodzi o sztuki walki niż sam futbol. Tym razem w samej końcówce doszło ponownie do starć między zawodnikami obu drużyn. Należy pochwalić, że w tym całym chaosie sędzia Tomasz Musiał zachował się wzorowo. W pierwszej połowie niektóre decyzje arbitra były jednak kontrowersyjne - czy ręka Macieja Makuszewskiego w polu karnym nie mogła skończyć się rzutem karnym dla gości? Z pewnością jednak w końcówce tej części gry Marcin Robak nie był na pozycji spalonej, a tak wskazał asystent Musiała.

Lech Poznań pokazał szczególnie w ostatniej fazie niedzielnego meczu lepszą grę od Lechii Gdańsk, która na przestrzeni 90 minut nie oddała ani jednego celnego strzału! Nie ukrywajmy jednak - gdyby szczerze szukać kandydatów do mistrzostwa Polski, to nie należałoby ich szukać wśród żadnej z tych drużyn. Przynajmniej po tym meczu.

Po nim błysnął za to po raz kolejny Sławomir Peszko, który wyraźnie nie chce dać o sobie zapomnieć kibicom w Poznaniu. Szkoda tylko, że niekoniecznie chce być przez nich widziany jako piłkarz, który w przeszłości strzelił dla niego 11 goli w 68 meczach Ekstraklasy. Po spotkaniu w wywiadzie dla Canal+ Sławek powiedział taką oto frazę: - Nie rozumiem zachowania trenera Lecha. Jedyne, co mu mogę wręczyć po takim spotkaniu to medal za Puchar Polski, bo ja taki mam, a on nie ma. Tak tylko przypomnę, że od czasu odejścia z Kolejorza Peszko do swojej gabloty dołożył jedynie...  mistrzostwo 2. Bundesligi.


W tej chwili tak naprawdę wciąż nie wiemy zbyt wiele. Na dwie kolejki przed końcem największe szanse na zdobycie mistrzostwa Polski ma Legia Warszawa, która w drugim niedzielnym hicie również bezbramkowo zremisowała na wyjeździe z Jagiellonią Białystok. Lech Poznań nawet w przypadku dwóch swoich zwycięstw na koniec sezonu nie może liczyć na majstra. Teraz już nie wszystko zależy od Kolejorza.

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 0:0
21.05.2017, INEA Stadion w Poznaniu, 15:30

Lech: Matúš Putnocký - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski - Maciej Makuszewski, Marcin Robak (72' Dawid Kownacki), Mihai Răduţ (73' Darko Jevtić)

Lechia: Dušan Kuciak - João Nunes, Mario Maloča, Steven Vitoria, Jakub Wawrzyniak (30' Paweł Stolarski) - Ariel Borysiuk - Sławomir Peszko, Miloš Krasić (77' Grzegorz Kuświk), Simoen Sławczew (72' Michał Mak), Rafał Wolski - Marco Paixão

Kartki: Kostevych, Kędziora - Peszko, Mak, Vitoria, Stolarski (żółte)

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Autor: Piotr Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: © Piotr Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv