5 grudnia 2015

Raport Kolejorz #38

Lech Poznań odniósł w tym tygodniu dwa kolejne ligowe zwycięstwa i awansował tym samym do pierwszej ósemki Ekstraklasy. To o tyle osobliwe, że jeszcze w październiku niewielu wierzyło w utrzymanie mistrza Polski w lidze. Mimo tego, że wygrane nad Wisłą i Koroną nie cechowały się wyjątkowym stylem, drużyna Jana Urbana pnie się w górę i nie można wykluczyć, że prędzej czy później wyląduje w czołówce.

W środę, na INEA Stadion przyjechała Wisła Kraków. Od początku Kolejorz narzucił rywalowi bardzo wysokie tempo i Biała Gwiazda nie była w stanie tego wytrzymać. Szybka kontuzja Pawła Brożka również nie pomogła. W pierwszych 20 minutach gospodarze stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, a ukoronowaniem tego była sytuacja z 19' minuty, gdy Guzmics fatalnie stracił piłkę w środku pola, przejął ją Linetty i dał się zatrzymać dopiero w polu karnym. Faulem od tyłu Sadloka. W konsekwencji Lech miał rzut karny i przewagę jednego zawodnika. Jedenastkę wykorzystał Kownacki.

Po objęciu prowadzenia Lech nie zatrzymał się, do przerwy mógł i powinien prowadzić 2 lub 3:0. Doskonałe sytuacje zmarnowali Jevtić, Dudka (dwukrotnie) czy Kamiński. Z kolei po przerwie wdarła się stagnacja, gracze wydawali się pogrążeni w letargu i tylko fakt, że środek pola Wisły był uboższy o jednego zawodnika usprawiedliwiał brak klarownych sytuacji. Około 65. minuty udało się jednak przezwyciężyć kryzys i znów Lech częściej gościł pod bramką Cierzniaka. Kolejne okazje marnował Dudka, uderzający na bramkę z zadziwiającą częstotliwością i, co jeszcze dziwniejsze – celnością, a Pawłowski trafił w poprzeczkę.

Rozstrzygnięcie przyszło dopiero kilka minut przed końcem spotkania. Będący ostatnio w fatalnej formie Formella (o nim zaraz) próbował strzału z ostrego kąta zamiast podać do idealnie ustawionego Pawłowskiego. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, szczególnie ostatnio – trafił w jego goleń, po czym piłka wpadła do siatki.

W sobotę przyszedł czas pojedynku w Kielcach z miejscową Koroną. Było to bardzo wyrównane spotkanie: okresy dominacji Lecha przeplatały się z okresami, w których to gospodarze byli bliżej zdobycia bramki. Jednak obie strony cechowała żenująca nieskuteczność, ze strony kielczan najlepsze sytuacje zmarnowali Przytuła (słupek), Jovanović (półwolej z idealnej sytuacji posłany w trybuny) czy Sierpina (poprzeczka). Z kolei Kolejorz kilkukrotnie został powstrzymany przez dobrze grającego Trelę, bramkarz Korony świetnie interweniował w sytuacjach Pawłowskiego, Kamińskiego, Jevticia i znów Pawłowskiego. Do tego doliczyć należy stuprocentowe sytuacje Gajosa i Formelli, którym zabrakło precyzji. Jednak przy strzale Hamalainena z 33. minuty bramkarz gospodarzy był już bezradny. Przytłaczająca większość tych sytuacji miała miejsce w pierwszej połowie, w drugiej oglądaliśmy coś na kształt partii szachów – obie strony bały się ryzyka.

Co do postawy poszczególnych piłkarzy, zacznijmy od pozytywów. Abdul Tetteh z meczu na mecz gra coraz lepiej i gdyby nie Trałka i Linetty – nazywalibyśmy go dziś kluczowym graczem Lecha. Rzadko kiedy w polskiej lidze można oglądać taki spokój, mądrość w rozgrywaniu piłki i umiejętność utrzymania się przy niej. Może podobać się również gra Pawłowskiego. Kędziora wrócił do dawnej dyspozycji, Kadar przestał być tykającą bombą na stoperze, Burić zaczarował bramkę (pięć czystych kont w pięciu ostatnich meczach, ale to również w dużej mierze zasługa słupków i dwóch niewykorzystanych karnych), a Dudka z Wisłą zagrał swój pierwszy dobry mecz jako pomocnik, co daje nadzieje na przyszłość.

Złe wiadomości – Thomalla nie powąchał ostatnio murawy, więc jego forma raczej nie ruszyła w górę; Formella w dalszym ciągu jest żałośnie pod formą, a biorąc pod uwagę jego możliwości i fakt, że do klubu wraca Muhamed Keita – nadaje się na wypożyczenie.

Nie wiem natomiast, co myśleć o Hamalainenie, Gajosie, Jevticiu i Kownackim. Pierwszy co prawda strzela bramki, ale jego zaangażowanie w grę jest niewielkie. Mimo wszystko z uwagi na jego talent i umiejętność gry jako napastnik chciałbym przedłużenia jego wygasającego z końcem roku kontraktu. Gajos ma możliwości i wielki talent, a z czasem powinien zyskiwać coraz większe znaczenie. Jednak niepokoi mnie ciągle stosunkowo niewielki udział w grze oraz fakt, że zdarza mu się zmarnować świetną okazję. Szwajcar dopiero wraca po kontuzji, zdążył błysnąć wspaniałym dryblingiem, kontrolą piłki i ułożeniem stopy, za to boli jego znikanie, stanowczo zbyt rzadko bierze grę na siebie. I ostatni z nich również ma świetną technikę i dużo widzi, co szczególnie ceni się w napastniku, tylko musi popracować nad skutecznością i podejmowaniem właściwych decyzji.

W następnym spotkaniu na Bułgarską przyjedzie FC Basel, pewny pierwszego miejsca w grupie LE. Lech musi z nimi wygrać i liczyć na porażkę Fiorentiny z Belenenses we Florencji. Z kolei następna kolejka Ekstraklasy to domowe starcie z Zagłębiem Lubin. Wygrana gwarantuje awans o jeszcze przynajmniej jedną pozycję.

Autor: Zbigniew Jankiewicz @zbig_realista | zbig.jankiewicz@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv