5 października 2015

Piechotą na mecz: Futbolowe zgliszcza w Wielkopolsce



Kiedy otwieramy internetowy słownik języka polskiego, czytamy następującą definicję zgliszcz: miejsce po ognisku lub pożarze, pogorzelisko, pożarzysko, popielisko, spalenisko. Myślę, iż są to idealne synonimy tego, co stało się z wielkopolską piłką po latach 90-tych.

Przez całą ostatnią dekadę XX wieku w ekstraklasie mogliśmy oglądać minimum dwa zespoły z tego właśnie województwa. Ba! W sezonie 1994/95, aż cztery drużyny wywodziły się z krainy pierwszych Piastów. To za sprawą Lecha, Olimpii, Warty (wszystkie z Poznania) i Sokoła Pniewy, ludzie z Podlasia czy Lubelszczyzny mogli mówić, jaki to wysoki poziom panuje na tych nizinnych terenach w zachodniej Polsce.

Mroczne czasy
Ale piękny sen nie mógł trwać wiecznie… Najpierw, (poczynając od sezonu 1997/98) wielkopolski potencjał stopniał do trzech klubów. Później (od rozgrywek 2006/07) w ekstraklasie grały już tylko dwa zespoły: Lech i Dyskobola Grodzisk Wielkopolski.  A od roku 2008, aż po dziś dzień mamy tylko Kolejorza. Co więcej, w niższych ligach centralnych tj. w pierwszej i drugiej lidze nie ma żadnego klubu (!!!) z Wielkopolski. Wielu kibiców może zadawać sobie pytanie: czemu w zaledwie 11 lat z piłkarskiej mapy Polski zniknęły niemal wszystkie wielkopolskie drużyny. W dodatku w województwie, o którym mowa wygaszanie dotyczyło trzech najwyższych szczebli ligowej drabiny. Najsmutniejszy jest fakt, że wiele z tych klubów, które jeszcze dekadę temu królowało na krajowych boiskach dziś już nie istnieje (albo gra tam, gdzie nie powinno być ich miejsce). Właściwie popełniłem błąd w zdaniu powyżej. Nie wiele klubów, ale wszystkie prócz Niebieskiej Lokomotywy zostały wygaszone. Dyskobola Grodzisk Wielkopolski i Olimpia Poznań zostały najpierw przeniesione do innych miast, a potem zlikwidowane. Amica Wronki? Wchłonięta przez 6-krotnego mistrza Polski z miasta gdzie trykają się koziołki. A Warta Poznań bijąc się w III lidze i Sokół Pniewy walcząc w IV lidze niemal zniknęli z futbolowej sceny.

foto: legionisci.com

Kto winien?
Poznańscy politycy. Może nie byli odpowiedzialni za wykańczanie Zielonych, ale ich obojętność na losy klubu z Dolnej Wildy, przyczyniła się do tego, że Warta gra teraz np. z Victorią Września a nie z Arką Gdynia. Brak pomocy ze strony miasta zamiast dać (co w sumie nie jest dziwne) awans do Ekstraklasy, dał (pomijając wszystkie inne niesprzyjające czynniki) dwa spadki. Fakt że, na Lecha chodziło więcej kibiców, ale wspieranie zespołu  (np. poprzez obniżanie czynszu na stadion) stabilnego finansowo, a zostawianie na pastwę losu drużyny mającej kłopoty jest sportową dyskryminacją! To tak jakby jakiś rolnik mający dwa konie, karmił tylko tego szybszego, a drugiemu pozwolił zdechnąć z głodu! Pomijam fakt, że nie dając jedzenia jakiemuś zwierzęciu zaszkodzi się tylko jemu, ale nie dokarmiając np. Warty niszczy się duszę nie tylko klubowi, ale również tysiącom kibiców. Wpływ dzisiejszej polityki na futbol jest ogromny. Prezydenci i radni decydują kto ma grać na chwałę mieszkańców, a kto ma zginąć z  powodu braku funduszy.

Odbudowa
Akapit powyżej dotyczył tylko jednego ze zniszczonych statków płynących jeszcze 10 lat temu z innymi łajbami na morzu zwanym: Ekstraklasą. Każdy klub ma swoją historię, ale nie chodzi o to, by ją w tym momencie poznawać, ale zastanowić się jak odtworzyć różowe lata 90 (zwłaszcza różowe dla wielkopolskiego futbolu). Historia lubi się powtarzać, wystarczy jej tylko pomóc. W jaki sposób? Przede wszystkim potrzebne jest wsparcie samorządów, bez pieniędzy nie zrobi się niczego, no chyba że piłkarze będą grali za walutę watykańską tzn. przysłowiowe Bóg zapłać. Choć w to raczej bym przesadnie nie wierzył. Jeśli porównamy, ile dają lokalni sponsorzy, a ile biorą lokalni zawodnicy to zawsze (albo prawie zawsze) suma będzie na minusie. Dlatego też wsparcie od rządzących miastami jest niezbędne. Następnie warto uczyć młodych adeptów futbolu klubowego patriotyzmu. By juniorzy, uczący się w piłkarskich szkółkach, chcieli grać w zespole seniorskim w klubie, w którym się wychowali, a nie marzyli o Barcelonie. By nawet siedząc na ławce, siedzieli na niej z pasją, z dumą, że są częścią drużyny chcącej przywrócić klubowi utraconą chwałę. Muszą zostać wychowani na wielkopolskich twardzieli, którzy dopóki nie usłyszą słów: możesz odejść, będą zaciekle walczyć o zespół, w którym grają, o kibiców dopingujących jego i kolegów, a także o – jedyną w swoim rodzaju – małą ojczyznę.

Autor: Jan Piechota  @J_Piechota | janpiechota99@gmail.com | foto: Grzegorz Szkiłądź / naszemiasto.pl; legionisci.pl

2 komentarze:

  1. Niestety ale Amica upadła (została przejęta) a Groclin był po prostu sztucznym tworem (polecam film Skrzydlate Świenie), Warta spadła, został Lech... który gra jak gra i jeżeli szybko się Skorży nie pozbędą to być może WLKP nie będzie miała swojego reprezentanta (oby tak nie było). Teraz rządzi Górny Śląsk... zarówno ilościowo i o dziwo jakościowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat bardzo ciekawy i ...bardzo na czasie . Problem w tym że ten temat, nie interesuje osoby które winne się nim interesować , zgłębiać i drążyć. Np. osoby które za to biorą pieniądze czyli urzędnicy (jest ich cała wataha w urzędach oraz dziennikarze sportowi, jednak ci ostatni raczej wolą siedzieć cicho na swych wypierdziałych fotelikach redakcyjnych)
    Ten temat, dotyczy nie tylko rodzimego futbolu ale pozostałych dyscyplin. Poznań generalnie pod względem sportowym przypomina głęboki powiat z lat słusznie minionych , a pod względem obiektów sportowych jesteśmy w głębokiej ....no wiadomo! No cóż to wszystko urzędnicy od sportu, przykryją kolejnym maratonem albo kolejnym Orlikiem .

    OdpowiedzUsuń

tv