14 września 2014

Quo vadis, Madrid?


Wczoraj Real Madryt dokonał tego, co na Bernabéu nie gościło od maja 2009 roku: przegrał dwa mecze ligowe z rzędu. Wtedy czarna seria zatrzymała się na pięciu spotkaniach, jednak teraz nie powinniśmy tego oczekiwać.

Kolejny raz Królewscy zdominowali pierwszą połowę. Mimo straty bramki po błędzie Cristiano Ronaldo, szybko się podnieśli i przejęli inicjatywę. Poskutkowało to odkupieniem winy przez Portugalczyka, który najpierw wywalczył, potem wykorzystał rzut karny. O ile po pierwszych powtórkach wydawało mi się, że karny był ewidentny, przedstawienie tej sytuacji od boku zasiało we mnie wątpliwości. Po przeanalizowaniu tej powtórki muszę jednak przyznać, że nawet, gdyby nie było kontaktu, sędzia miał pełne prawo się pomylić, zarówno reakcja Siqueiry, jak i Ronaldo wskazywała na faul. Ostatnie 20 minut drugiej połowy to huraganowy atak Blancos, podobny do tego w wykonaniu Atlético w ostatnich ligowych derbach. Wtedy gospodarze zdobyli bramkę do szatni, wczoraj Real atakował chyba trochę zbyt zachowawczo, żeby powtórzyć ten scenariusz w drugą stronę. Zupełnie nie rozumiem decyzji Ancelottiego, żeby trzeci raz z rzędu w meczu z Colchoneros  grać skrzydłami i dośrodkowywać w pole karne. W środku był właściwie tylko Benzema, który zdołał wygrać z Godínem i Mirandą zaledwie jedną główkę. Znając umiejętności Bale'a, Ronaldo, Kroosa, Jamesa, Modricia, czy nawet Pepe czy Benzemy, można było pomyśleć o częstszych próbach z dystansu. W trzech meczach z rywalem zza Manzanares Los Merengues zdobyli zaledwie dwa gole, jeden z karnego, a drugi po zamieszaniu w polu karnym. Moim zdaniem, zdaniem kibica Realu, jest to kompromitacja, za którą odpowiedzialność w 90% ponosi trener.

Inny przypadek, w którym Ancelotti powielił błędy z Anoeta, to ustawienie linii pomocy. Widzieliśmy już, że gdy partnerem Kroosa i Modricia jest gracz uwarunkowany ofensywnie (Isco, James), za bronienie odpowiedzialna jest jedynie obrona, a przy grze do przodu w wykonaniu bocznych obrońców - tylko stoperzy. Szczególnie widoczne było to przy bramce Ardy Turana. Ramos, Pepe i Arbeloa co prawda stali w szesnastce, ale nie mieli szans przeszkodzić Turkowi w dojściu do piłki i oddaniu precyzyjnego strzału. Brakowało tutaj kogoś o charakterystyce Alonso, lecz Carletto uparcie pomija Illarramendiego. Mam przynajmniej nadzieję na występ młodego Baska w meczu z FC Basel. Bez niego o zwycięstwo może być ciężko, Szwajcarzy na pewno nie będą siedzieć na własnej połowie wybijając piłkę na oślep, mogą wyprowadzić kilka kontr, które bez pivota mogą okazać się zabójcze. Jeżeli Illarramendi nie dostanie szansy, to może być pewien, że nie zrobi kariery w Realu Madryt. Szkoda, bo w Sociedad dwa lata temu grał fantastycznie, został wybrany najlepszym młodym zawodnikiem Ligi. Wrzucono w niego sporo pieniędzy, a przez notoryczne występy na pozycji Modricia doprowadziły do fatalnej gry, co miało przełożenie na postawę zespołu, np. z Rayo i Dortmundem.

Kolejnym błędem było wystawienie Arbeloi. Wychowanek Królewskich to mój ulubiony piłkarz, lecz drużyna bardziej potrzebowała Varane'a. Dały znacznie większą pewność przy stałych fragmentach, a w duecie z Pepe nie radziliby sobie z Mandžukiciem dużo gorzej niż duet Pepe-Ramos.

Pragnę również zaznaczyć, że nigdy nie byłem przeciwny sprzedaży di Marii, nie uważam, że z nim byłoby dużo lepiej. Po pierwsze, żądał zdecydowanie zbyt dużych pieniędzy. Po drugie, wyraźnie żądał odejścia, a jego hipokryzja z listu pożegnalnego nie ma żadnego znaczenia. Po trzecie, potrzeba czasu, żeby nauczyć się grać w innym systemie, o czym wspomnę w poniższym akapicie.

Fanów Merengues ostrzegam przed popadaniem w depresję. Poprzedni sezon też zaczął się fatalnie, ale z czasem Ancelotti wymyślił odpowiednią taktykę. Liga nie jest jeszcze przegrana, 6 punktów do Barcelony można odrobić w derbach, poza tym Dumę Katalonii czeka jeszcze standardowy kryzys w lutym. Można jeszcze spróbować kilku eksperymentalnych ustawień, np. z Jesé na pozycji Di Marii, Illarramendim w pomocy, Ronaldo na szpicy z Jamesem/Jesé na skrzydle itp.

Podsumowując, Real cierpi na przesycenie gwiazd. Kadra jest bardzo wąska, lecz nie można kupić kolejnych graczy (ostatnio słyszy się w tym kontekście nazwisko Strootmana), bo to zabrałoby miejsce innym, którzy zbuntowaliby się na wieść o ławce rezerwowych. Florentino po prostu przesadził. System Zidanes y Pavones  zmienił się w Zidanes y Zidanes. Rok temu hierarchia była jasna, podstawowa jedenastka była bardzo mocna, a odrobinę słabsi zmiennicy byli w stanie dobrze ich zastąpić. Teraz nie można zmieścić w jednym składzie Kroosa, Jamesa i Modricia bez szkody dla gry obronnej.

foto: Twitter / Squawka

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv